Po wtorkowym zwycięstwie polscy piłkarze są chwaleni bardziej za wynik niż za grę. Nie brakuje opinii, że Ukraina sprawiała w tym spotkaniu nieco lepsze wrażenie.

 

- Czy mieliśmy szczęście w tym meczu? Na pewno ono też jest potrzebne. Ukraina miała swoje sytuacje, wychodziła z groźnymi kontratakami. My również mieliśmy swoje okazje. Wykorzystaliśmy jedną, dlatego wygraliśmy. Wiadomo, że nie da się grać pięknie we wszystkich meczach. Przyszedł może troszkę słabszy i nieco gorsza dyspozycja, ale zwycięstwo na pewno cieszy i buduje przed kolejnym spotkaniem - powiedział Jodłowiec w La Baule, bazie polskich piłkarzy na Euro 2016.

 

Świetnie z tyłu, średnio z przodu

 

Podopieczni Adama Nawałki awansowali do 1/8 finału z drugiego miejsca w grupie C. Najpierw pokonali Irlandię Północną 1:0, następnie zremisowali z Niemcami 0:0, a we wtorek wygrali ze wspomnianą Ukrainą 1:0.

 

Z jednej strony zwraca uwagę świetna dyspozycja defensywy (żadnej straconej bramki), ale z drugiej tylko dwa strzelone gole. A przecież reprezentacja Polski zdobyła najwięcej bramek ze wszystkich ekip w eliminacjach do tego turnieju - 33.

 

- Głównym celem każdej drużyny jest to, żeby nie stracić bramki. Nam się to udało we wszystkich spotkaniach grupowych we Francji. Można powiedzieć, że w każdym meczu mieliśmy po kilka dobrych sytuacji. Skuteczność nie jest najgorsza, choć na pewno mogliśmy wyżej wygrać mecze grupowe - przyznał Jodłowiec.

 

"Z meczu na mecz będziemy mocniejsi"

 

Jak dodał, są powody do optymizmu, jeśli chodzi o polski zespół. - Myślę, że z meczu na mecz będziemy mocniejsi, ponieważ taktycznie jesteśmy dobrze poukładani, a dodatkowo silni dzięki osiąganym wynikom. To nas buduje mentalnie - podkreślił piłkarz Legii Warszawa.

 

W 1/8 finału biało-czerwoni zagrają w sobotę w Saint-Etienne ze Szwajcarią. Wszyscy teoretycznie najsilniejsi rywale w fazie pucharowej - Hiszpanie, Włosi, Francuzi, Niemcy i Anglicy - znajdują się w drugiej "połówce" drabinki. To oznacza, że na jednego z tych przeciwników Polacy mogą trafić ewentualnie dopiero w finale.

 

PAP