"Czy (prezydent Rosji Władimir) Putin miał może urodziny i (Steinmeierowi) zabrakło prezentu?" - pyta Berthold Kohler we "Frankfurter Allgemeine Zeitung". Zaznaczył, że czytając wypowiedź ministra, "przeciera oczy ze zdumienia".

 

Komentator nie kryje zdziwienia, że z oskarżeniami pod adresem NATO wystąpił nie minister spraw zagranicznych Rosji, lecz szef niemieckiej dyplomacji. To "odwracanie kota ogonem" - ocenia Kohler. Przyczyną "epoki lodowcowej" w relacjach z Moskwą jest jego zdaniem "pogwałcenie przez Rosję zasad, które od dziesięcioleci gwarantowały pokój i stabilność w Europie".

 

"To przecież Rosja, a nie NATO, okupuje Krym i prowadzi pozycyjną wojnę na Ukrainie. To przed Moskwą, a nie przed NATO, drżą kraje bałtyckie i Polska" - pisze Kohler. Jak podkreśla, cztery bataliony, które mają stacjonować na wschodniej flance Sojuszu, nie stanowią zagrożenia dla Rosji, która po swojej stronie granicy ma całe dywizje.

 

Oddziały NATO i manewry wojskowe mają cel polityczny - sygnalizują Moskwie, że Zachód nie da się ponownie zaskoczyć jak w przypadku Krymu, oraz że NATO potraktuje atak na jedno państwo Sojuszu jako atak na wszystkich. Ten, kto jak Steinmeier uważa, że działania NATO są pretekstem do konfrontacji, "umacnia tylko Kreml w wierze, że Zachód skłania się ku appeasementowi".

 

"Czy SPD jest już aż tak zrozpaczona? Czy głos zabrał w tym przypadku nie minister spraw zagranicznych, lecz kandydat lewicowego sojuszu?" - pyta Kohler sugerując, że wypowiedź Steinmeier podyktowana jest względami partyjnymi, czyli zamiarem budowania przyszłej koalicji z postkomunistyczną Lewicą.

 

"Akt lojalności" wobec Rosji

 

"Die Welt" nazywa wypowiedź Steinmeiera "bezprecedensowym aktem lojalności" wobec Rosji. "Steinmeier otwarcie atakuje NATO. Podminowuje zachodnią strategię, którą jego rząd współtworzy. Motywem jest marzenie o czerwono-czerwono-zielonym rządzie (SPD, Lewica, Zieloni - red.)" - pisze Richard Herzinger.

 

"Wzmocnienie i reorganizacja sił NATO na wschodniej flance jest reakcją na nowe zagrożenia wynikające z wojennego złamania przez Moskwę europejskiego ładu pokojowego. Niemieckie tuby Putina piętnują te działania jako prowokację, tak jakby to nie Rosja od lat próbowała zastraszać kraje bałtyckie, sięgając po polityczno-militarne groźby i akcje w rodzaju naruszania przestrzeni powietrznej i cyberataków" - pisze Herzinger.

 

Fakt, że Steinmeier przyłącza się do tego chóru, jest "niesamowity" - ocenia komentator "Die Welt". Jak podkreśla, ani kanclerz Angela Merkel, ani zachodni partnerzy nie potrzebują pouczeń o tym, że z Rosją należy prowadzić dialog.

 

Zdaniem Herzingera niemieccy socjaldemokraci liczą na to, że dzięki prorosyjskiej polityce zdobędą nowych wyborców, a ich polemika z rzekomym militaryzmem NATO wpisuje się w działania SPD zmierzające do stworzenia sojuszu z Zielonymi i Lewicą. Komentator ostrzega, że SPD może drogo zapłacić za wyprzedawanie ideałów wolności i dogadywanie się z "agresywnym i kleptokratycznym autorytaryzmem rosyjskim".

 

Dumny z niemiecko-rosyjskiej przyjaźni

 

Wydawany w Berlinie "Tagesspiegel" apeluje do Steinmeiera, by zachował wobec Rosji twarde stanowisko.

 

Autor komentarza Malte Lehming przypomina na wstępie, że 75 lat temu Niemcy na rozkaz Adolfa Hitlera napadły na ZSRR, a rozpętana przez Berlin wojna przyniosła 27 milionów ofiar. Nic nie może zrelatywizować niemieckiej winy - podkreśla Lehming. Komentator zastrzega, że pamięć o ofiarach II wojny światowej i uznanie niemieckiej winy "nie może prowadzić do niedostrzegania tego, co dzieje się obecnie w rosyjskiej polityce". W Europie i NATO obowiązuje zasada: "nie damy się podzielić, damy odpór wszystkim próbom rozbicia".

 

"Istnieje jednak jeden człowiek, który regularnie ignoruje to przykazanie - to szef MSZ Frank-Walter Steinmeier, pilny uczeń byłego kanclerza Gerharda Schroedera, który dumny jest z tego, że za bliskiego przyjaciela ma Putina" - czytamy w "Tagesspieglu".

 

Lehming ocenia, że Zachód już teraz wykazuje zbyt daleko idącą ustępliwość wobec Rosji, przyznając jej de facto prawo weta w sprawie przyjęcia do NATO suwerennych państw - Gruzji i Ukrainy.

 

PAP