Prezydent Andrzej Duda podpisał w sobotę postanowienie o wysłaniu dwóch kontyngentów wojskowych do wsparcia koalicji walczącej przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu. Na Bliski Wschód trafi w sumie 210 żołnierzy i cztery samolofy F-16. Postanowienie prezydenta zostało wydane na wniosek premier Beaty Szydło. Misje - jak zapowiadali przedstawiciele władz - mają mieć charakter szkoleniowy i rozpoznawczy, żołnierze nie będą się angażowali w działania bojowe.

 

Zdaniem generała Kozieja "powinniśmy wspierać sojuszników, bo ważna jest jedność i spójność Zachodu, w tym w szczególnośći NATO". – Ale musimy pamiętać, że dla nas priorytet to wschodnia flanka i stosownie do tego powinniśmy uczestniczyć w realizacji zadania na Bliskim Wschodzie - dodał.


Generał wyjaśnił, że w Iraku polskie wojsko będzie szkolić armię iracką. - Ten wysiłek w misji instruktorskiej uważam za jak najbardziej zasadny, mogliśmy już dużo wcześniej zgłaszać swój udział i w tym uczestniczyć - podkreślił.

 

"Niewątpliwie weźmiemy udział w operacji bojowej"


Jednocześnie zaznaczył, że "mówienie o tym, że zadanie rozpoznawcze nie jest zadaniem bojowym to nieporozumienie totalne". - Informacja jest dziś podstawowym składnikiem wojny. Rozpoznanie to wręcz pierwsza linia każdej operacji bojowej, więc niewątpliwie wysyłając tam samoloty, decydujemy się na udział w operacji bojowej - dodał.


Były szef BBN wyjaśnił, że wysłanie wojsk do walki z ISIS podwyższa ryzyko w kraju. - Do tej pory byliśmy w cieniu innych. Jeśli dodatkowo w tym momencie ogłaszamy tego typu decyzje, to trudno nie oczekiwać, że te organizacje terrorystyczne, radykalne, skrajne, się tym nie zainteresują i nie będą nagłaśniać. To jest źle rozegrany moment ogłoszenia tej decyzji. Nie trzeba było ogłaszać jej teraz - podkreślił generał.


"Nieczysta procedura dojścia do decyzji"


Zapytany przez prowadzącego program Jarosława Gugałę, czy rząd nie powinien skonsultować swojej decyzji o wysłaniu polskich samolotów do walki z ISIS z opozycją, odpowiedział, że odnosi wrażenie, że "tu nie było nawet dobrej dyskusji między ośrodkami rządowymi, rządem i ministerstwem obrony narodowej, a prezydentem".


Generał przypomniał, że w lutym pojawił się rozdźwięk w wypowiedziach szefa MON, który zapowiedział wysłanie polskich myśliwców na Bliski Wschód, a prezydenta, który podkreślał, że nie zamierza delegować polskich wojsk do walki z Państwem Islamskim. - Na jakiej podstawie wojsko przygotowywało operacje poza granicami kraju, jeśli nie było decyzji politycznej wcześniej, a zwierzchnik sił zbrojnych mówił, że takiego zadania nie będzie stawiał? - pytał gen. Koziej. - Jest sporo niejasności, wątpliwości, nieczysta jest ta procedura dojścia do tych decyzji - dodał.

 

Polsat News