- Jesteśmy tu, bo przychodzi chwila, że trzeba stanąć na ulicy i powiedzieć: "dość!" Dość ignorowania naszych najbardziej podstawowych praw, dość przemocy wobec kobiet, dość ignorowania naszego prawa do ochrony zdrowia i życia. Chcemy, by wreszcie gwałciciele trafiali do więzień, chcemy, żebyśmy nie były obwiniane - to my jesteśmy ofiarami. Chcemy, żeby kobiety samotnie wychowujące dzieci nie musiały walczyć o alimenty. Chcemy mieć dostęp do najnowszych zdobyczy medycyny - in vitro jest dla nas. A przede wszystkim żądamy zaprzestania wszelkich prób zaostrzenia ustawy antyaborcyjnej - mówiła Ovcinicov.

 

Jej zdaniem politycy powinni się wstydzić, że kobiety muszą wychodzić na ulicę i walczyć o swoje prawa.

 

"Za godność naszą i waszą"

 

Marsz zaczął się na Placu Zbawiciela około godziny 11:55, czyli "za pięć dwunasta" - co miało symbolizować wykorzystanie ostatniej chwili na zmiany. Zgromadzenie rozpoczęto od uczczenia pamięci Joe Cox, brytyjskiej parlamentarzystki działającej m.in. na rzecz praw kobiet, zabitej kilka dni temu. Marsz przeszedł ulicą Marszałkowską, zakończył się około g. 14:00 przy Ogrodzie Saskim.

 

Na transparentach można przeczytać m.in. napisy: "Ratujmy kobiety", "Życie wolne od przemocy prawem kobiet", "Za godność naszą i waszą" czy "Dosyć hipokryzji! Żądamy poszanowania praw kobiet", a także "Szacunek do kobiet wyssałem z mlekiem matki".

 

Wielu uczestników marszu przyniosło na marsz róże, a część - ma na ręce narysowany symbol Wenus - znak płci żeńskiej.

 

Równość wobec prawa

 

Organizatorki marszu nie chcą być wiązane z żadnymi konkretnymi organizacjami ani ruchami politycznymi. - To kobiety, które spontanicznie się skrzyknęły i postanowiły pokazać sprzeciw wobec pewnych tendencji, które daje się zauważyć od kilku lat - powiedziała o organizatorach Aleksandra Różdżyńska, rzeczniczka prasowa marszu.

 

- Chcemy pokazać, że kobiety są podmiotem wobec prawa równym z mężczyznami. O tym się trochę zapomina, kiedy np. pojawiają się projekty bezwzględnie zakazujące aborcji. Chcemy przypomnieć, że kobiety mają głos i że trzeba się z nimi liczyć - dodała rzeczniczka.

 

PAP, fot. PAP/Paweł Supernak