Pozew dotyczący złamania przez trzy firmy amerykańskiej ustawy antyterrorystycznej trafił do sądu w San Franscisco. Rodzina  studentki domaga się odszkodowania, ktorego wysokośc ma ustalić sąd

 

Oskarżyciele twierdzą, że Facebook, Google i Twitter umożliwiły tzw. Państwu Islamskiemu rekrutowanie, rozsiewanie propagandy oraz zbieranie funduszy za pomocą ich mediów społecznościowych.

 

Zaskarżyli możliwość komunikowania się

 

Według prawa amerykańskiego, firmy internetowe nie mogą być pociągnięte do odpowiedzialności za treści zamieszczane na ich stronach przez użytkowników. Zdaniem prawnika rodziny, nie chodzi o same treści, ale o to, że zwolennicy terrorystów w ogóle mogą wykorzystywać takie platformy internetowe jak Facebook i Twitter do propagawania swojej ideologii.

 

Google odmówił komentarza w sprawie pozwu. "Mamy jasną politykę zabraniającą rekrutacji (w serwisach Google - przyp. red.) przez organizacje terrorystyczne oraz publikacji materiałów pokazujących przemoc. Materiały naruszające regulamin zostają szybko usunięte, kiedy oznaczą je w ten sposób nasi użytkownicy" - przekazano w oświadczeniu.

 

"Nie ma miejsca dla terrorystów lub materiałów, które promują lub wspierają terroryzm i pracujemy nad usuwaniem takich danych tak szybko, jak się o nich dowiemy" - poinformował z kolei Facebook.

 

Twitter nie wystosował jeszcze oświadczenia.

 

Pozew wpłynął do sądu w tym samym czasie, kiedy mężczyzna, który poinformował o wierności Państwu Islamskiemu, zastrzelił we Francji oficera policji i jego partnerkę, a następnie pokazał to na Facebooku. Do ataku doszło w nocy z poniedziałku na wtorek.

 

W styczniu Twitter został pozwany przez wdowę po Amerykaninie, który zginął w zamachu terrorystycznym w Jordanii. Tamara Fields z Florydy oskarżyła właściciela serwisu o ułatwianie tzw. Państwu Islamskiemu przesyłania informacji i komunikowanie się terrorystów.

 

The Guardian