- Dojeżdżając do stadionu nie zauważyliśmy żadnych drogowskazów, gdzie zaparkować, nie było oznaczeń parkingów. Więc zaparkowaliśmy na osiedlu niedaleko stadionu. Obok naszych samochodów były inne auta kibiców, m.in. z Polski i z Niemiec. Policjanci, którzy kręcili się w okolicy, nie zwrócili nam uwagi, że parkujemy w niewłaściwym miejscu - powiedział polsatnews.pl Jakub Kinal.

 

Po kilku godzinach, gdy skończył się mecz, mężczyzna i jego żona wrócili na osiedlowy parking. - Już z daleka zobaczyłem uchylone drzwi, potem wybitą tylną szybę. W środku nic z naszych rzeczy nie zostało, to były nasze wakacje, więc mieliśmy sporo ze sobą - dodał.

 

Innych też okradli

 

Mężczyzna mówi, że gdyby miał możliwość skorzystania z parkingu strzeżonego, zrobiłby to. A że - jak dodaje - Francuzi takiej możliwości mu nie dali, auto zostawił tam, gdzie mógł.

 

- Kilka pojazdów stojących obok potraktowano w ten sam sposób. Gdy zatrzymałem policję, dowiedziałem się jedynie, że mam jechać na komisariat. Tam spędziliśmy ok. 30 minut, w tym czasie pojawiło się przynajmniej kilkanaście  okradzionych osób, w tym kierowca busa, który powiedział, że okradziono kilkudziesięciu jego pasażerów - dodał Kinal.

 

Jak dodaje, jego zdaniem przed czterema laty w Polsce i na Ukrainie, mistrzostwa Europy, były zorganizowane lepiej. - Wiem, bo byłem na meczach. W Paryżu wszystkie okradzione samochody, o których wiem, zaparkowane były w okolicy stadionu - podkreślił Kinal.

 

polsatnews.pl