Na plaży, na której doszło do ataku, do tej pory były jedynie znaki informujące o zakazie pływania w lagunie. Żaden z nich nie przestrzegał jednak przed zagrożeniem związanym z atakiem aligatorów.

 

- Wszystkie nasze plaże są obecnie zamknięte. Przeprowadzamy szybki i dokładny przegląd naszych procedur - powiedział Jacquee Wahler, wiceprezydent Walt Disney World Resort. Wśród podjętych działań wymienił kontrolę oznakowania ostrzegającego gości obiektów.

 

Disney regularnie odławia ze swoich akwenów duże aligatory. Pięć gadów zostało usuniętych tylko w czasie poszukiwań chłopca. Podejrzewa się, że ten konkretny aligator był zbyt mały i przemknął się w pobliże hotelu.

 

Wyeliminowanie zagrożenia niemożliwe

 

Według ekspertów całkowite wyeliminowanie zagrożenia związanego z tymi gadami nie jest możliwe.

 

- Z wielu powodów zneutralizowanie ryzyka spowodowanego przez aligatory jest niewykonalne. Można stawiać znaki, ale nie ma dowodów na to, że są skuteczne. Prawdę mówiac czasami wręcz to one zachęcają ludzi do nieodpowiedzialnych zachowań - powiedziała dla "The Guardian" Kent Vliet z Uniwersytetu Florydy, ekspert zajmująca się krokodylami.

 

- Dziecko brodzące w nocy może być ofiarą dorosłego aligatora. Takie przypadki są bardzo rzadkie, najczęściej powodem jest to, że jest się w złym miejscu o złej porze - dodała.

 

Szacuje się, że na Florydzie żyje 1,25 mln aligatorów. Od 1973 roku aligatory w tym stanie zabiły 23 osoby.

 

The Guardian