Zdaniem dyplomatów obecna sytuacja działa na niekorzyść syryjskiej opozycji i pomaga Asadowi utrzymać się u władzy. Pod notatką podpisało się 51 urzędników, głównie średniego szczebla, którzy w ciągu ostatnich pięciu lat zajmowali się Syrią.

 

Media podkreślają, że wysłanie kanałami Departamentu Stanu USA takiej wewnętrznej depeszy, w której wyrażany się sprzeciw, nie jest niczym niezwykłym. Rzadkością jest jednak to, że aż tylu dyplomatów zaprotestowało przeciwko stanowisku Białego Domu.

 

Jak pisze "New York Times", nota odzwierciedla głębokie podziały i utrzymującą się frustrację w administracji USA w sprawie tego, jak zachować się w obliczu wojny, w której zginęło już ponad 400 tys. ludzi.

 

Rzecznik Departamentu Stanu potwierdził otrzymanie noty, ale odmówił komentarza. Inny przedstawiciel władz, który zna całą sprawę, powiedział później BBC, że nota została wysłana, "gdyż nie da się utrzymać status quo".

 

Ostrzec "wiarygodnie" Assada

 

W nocie dyplomaci zaapelowali o wiarygodną groźbę podjęcia działań wojskowych wymierzonych w reżim Asada, gdyż w przeciwnym razie rząd w Damaszku nie będzie czuł presji, by negocjować z umiarkowanymi rebeliantami lub innymi grupami, które z nim walczą. Kolejnym krokiem mogłoby być rozpoczęcie przez sekretarza stanu USA Johna Kerry'ego dyplomatycznej misji przypominającej działania w sprawie irańskiego programu atomowego.

 

Jak komentuje BBC, nota odzwierciedla obawy, że załamanie amerykańsko-rosyjskiego procesu pokojowego w Syrii może być na rękę reżimowi Asada.

 

Zawieszenie broni łamane przez wszystkich

 

Częściowe zawieszenie broni, które Kerry pomógł wynegocjować zimą w Monachium, jest łamane zarówno przez opozycję jak i rząd. Według "NYT" tak naprawdę nigdy się ono nie utrzymywało. Asad blokował dostęp konwojów humanitarnych do oblężonych miast i otwarcie przeciwstawiał się rozejmowi. Obecnie wydaje się, że jego siły, wspierane wojskowo przez Iran i Rosję, są na drodze do odzyskania strategicznych obszarów, takich jak kluczowe miasto na północy - Aleppo.

 

Moskwa twierdzi, że atakuje z powietrza tylko dżihadystów, których nie obejmuje zawieszenie broni. Mimo to Kerry, który namawiał grupy opozycyjne do rozejmu, jest coraz bardziej poirytowany polityką faktów dokonanych prowadzoną w terenie przez syryjski reżim, podczas gdy USA wzywają do działań dyplomatycznych - pisze BBC.

 

Obama zwolennikiem walki tylko z dżihadystami

 

Kerry naciskał na Biały Dom, by podjęte zostały bardziej stanowcze działania przeciwko reżimowi Asada, zmuszając go w ten sposób do powrotu do stołu rokowań. Sygnatariusze noty są przekonani, że sekretarz stanu USA ze zrozumieniem odniesie się do ich obaw - twierdzą źródła.

 

Niemniej, jak piszą media, nie zmieni to najpewniej postawy administracji Obamy, która za główny cel w Syrii uznaje walkę z dżihadystami z Państwa Islamskiego (IS) i raczej próbuje trzymać się z dala od wojny domowej.

 

Prezydent Obama obawia się wciągnięcia Stanów Zjednoczonych w kolejny konflikt na Bliskim Wschodzie po amerykańskich interwencjach w Iraku, Afganistanie i Libii, które przyniosły wątpliwe rezultaty.

 

Ale już potencjalna następczyni Obamy, kandydatka Demokratów w listopadowych wyborach prezydenckich Hillary Clinton opowiadała się za bardziej asertywną polityką w Syrii, która zakładałaby m.in. większe wsparcie dla nieislamistycznych rebeliantów. Być może list jest skierowany zarówno do niej jak i do Kerry'ego - ocenia BBC.

 

PAP