Szef BBN Paweł Soloch poinformował w środ, że w ramach wsparcia koalicji przeciwko tzw. Państwu Islamskiemu Polska zamierza wysłać dwa kontyngenty liczące łącznie do 210 żołnierzy i pracowników wojska do Kuwejtu i Iraku. Większość z nich, a także cztery samoloty bojowe F-16 prowadziłyby misje rozpoznawcze z Kuwejtu. Tego samego dnia przebywający w Brukseli szef MON Antoni Macierewicz wyraził nadzieję, że polskie F-16 znajdą się na Bliskim Wschodzie jeszcze przed szczytem NATO w Warszawie, który jest zaplanowany na 8 i 9 lipca.


W czwartek do sprawy odnieśli się przedstawiciele Platformy Obywatelskiej oraz Nowoczesnej.


- Dziwi nas ostatnie oświadczenie ministra Macierewicza, który wprost zasugerował obecność polskich żołnierzy w miejscu szczególnie wrażliwym - powiedział podczas konferencji prasowej w Sejmie poseł PO Andrzej Halicki, wskazując, że w najbliższym czasie w Polsce odbędą się dwa duże wydarzenia: szczyt NATO oraz Światowe Dni Młodzieży.


- Wydaje się, że ta deklaracja jest nieuzgodniona na poziomie rządu, ale też co najmniej przedwczesna - dodał.


"Może przynieść szkodę"


Wtórował mu Czesław Mroczek (PO). - Bardzo krytycznie podchodzimy do tej decyzji, bo nie znajdujemy podstaw do tego, by taką decyzję ogłaszać poza granicami kraju w sytuacji, kiedy w kraju nie skończyła się procedura związana z podjęciem takiej decyzji - wskazywał Mroczek. - Nie słyszeliśmy o tym, aby rząd wystosował wniosek do prezydenta w tej sprawie - dodał.


- Pan minister Macierewicz w tej sprawie pospieszył się i to w sposób, który może przynieść szkodę naszemu krajowi - ocenił poseł Platformy.


"Po co drażnić tamte kraje"


W ocenie Mroczka głos w sprawie wysłania polskiego kontyngentu na Bliski Wschód powinien zabrać szef MSWiA i inni ministrowie, gdyż "takie decyzje pociągają za sobą negatywne skutki z punktu widzenia bezpieczeństwa naszego państwa". - Źle się dzieje, że nie ma uzgodnienia wewnątrz kraju co do podstawowych kwestii bezpieczeństwa - mówił Mroczek zwracając uwagę, że od czasu objęcia stanowiska przez prezydenta Andrzeja Dudę tylko dwa razy zwołano posiedzenie Rady Bezpieczeństwa Narodowego.


Lider Nowoczesnej Ryszard Petru podczas wcześniejszej konferencji prasowej ocenił, że deklaracje dotyczące polskich wojsk są "dalece nieroztropne tuż przed szczytem NATO i Światowymi Dniami Młodzieży". - Wiemy o tym, że wtedy będziemy mieli podwyższony alert terrorystyczny, dlaczego więc „drażnić tamte kraje" - zastanawiał się Petru.


- Na miejscu rządu, pana prezydenta poczekałbym z tą decyzją do zakończenia obu tych uroczystości i nie ogłaszałbym teraz takiej decyzji - podkreślił.


"Opozycja wykorzystuje bezpieczeństwo Polski do własnych celów"


Minister spraw wewnętrznych i administracji Mariusz Błaszczak podkreślił, że ważne jest to, że polskie wojsko nie będzie uczestniczyło w akcjach bojowych - będą to siły "wyłącznie patrolowe". - Jesteśmy częścią Paktu Północnoatlantyckiego. Za chwilę będzie w Polsce szczyt NATO. Wszystko wskazuje, że usłyszymy decyzje mówiącą o tym, że w Polsce będą stacjonowały wojska Paktu, a więc będziemy mieć realne gwarancje bezpieczeństwa. Nie tylko na papierze, tak jak było to wcześniej - ocenił Błaszczak.


- Zwróciłbym się do opozycji z apelem, by nie wykorzystywała bezpieczeństwa Polski i Polaków do własnych celów politycznych, bo to naprawdę niczemu dobremu nie służy. A wręcz przeciwnie - to zagraża bezpieczeństwu. Apeluję do opozycji, żeby nie wykorzystywała w sporach politycznych sprawy bezpieczeństwa Polski - podkreślił Błaszczak.


W opinii ministra "przestaniemy być członkami NATO drugiej kategorii", a będziemy "równoprawnymi partnerami". - W związku z tym musimy ponosić także pewne obciążenia. To jest zupełnie naturalne (...)" - argumentował Błaszczak.


Żołnierze w Kuwejcie i Iraku


Szef BBN zwrócił uwagę, że użycie polskich sił zbrojnych poza granicami państwa może nastąpić jedynie na podstawie postanowienia prezydenta. W przypadku użycia wojska w akcji zapobieżenia aktom terroryzmu lub ich skutkom prezydent wydaje postanowienie na wniosek premiera.


Wnioski takie - jeden dotyczący lotników, drugi w sprawie Wojsk Specjalnych - zostały skierowane do prezydenta Andrzeja Dudy przez premier Beatę Szydło. Dotyczą one użycia polskich kontyngentów wojskowych do wsparcia międzynarodowej koalicji do walki z tzw. Państwem Islamskim. - Kontyngenty miałyby zostać skierowane do Kuwejtu oraz Republiki Iraku, z elementami wsparcia znajdującymi się także w innych krajach regionu. Wnioski Prezes Rady Ministrów poddawane są obecnie stosownej procedurze - mówił Soloch.


Wyjaśnił, że kontyngent w Kuwejcie ma liczyć do 150 żołnierzy i pracowników wojska, a jego główne siły mają tworzyć samoloty F-16 wykonujące zadania w zakresie rozpoznania na potrzeby operacji prowadzonej przez koalicję. Kontyngent w Iraku liczyć ma do 60 żołnierzy i pracowników Wojsk Specjalnych. Do jego zadań należeć będzie doradzanie i szkolenie irackich sił specjalnych.


Jeszcze w lutym minister Macierewicz zapowiedział, że Polska będzie współuczestniczyć w działaniach przeciwko terrorystom z tzw. Państwa Islamskiego.  Jak poinformował wtedy, wstępnie mówiono o działaniach rozpoznawczych i szkoleniowych. Soloch powiedział kilka dni później, że w patrolowaniu obszarów objętych konfliktem w Syrii mogą uczestniczyć cztery polskie samoloty wielozadaniowe F-16. Pod koniec maja liczbę samolotów potwierdził Macierewicz.


Polska do tej pory wspierała globalną koalicję przeciw IS politycznie, humanitarnie i logistycznie.


Koalicja została powołana przez Stany Zjednoczone we wrześniu 2014 r. Jej celem jest zniszczenie oraz ostatecznie pokonanie tzw. Państwa Islamskiego, uznanego przez ONZ za grupę terrorystyczną stanowiącą zagrożenie dla światowego pokoju i bezpieczeństwa. Obecnie koalicja liczy 66 państw.

 

PAP