- Wzywam CGT do nieorganizowania już tego typu demonstracji w Paryżu. Wiedzą państwo, że nie możemy ogłosić ogólnego zakazu demonstracji, ale wypełnimy nasze obowiązki - powiedział Valls w radiu France Inter. Zapewnił, że rząd nie zmieni tekstu reformy, który i tak jest rezultatem kompromisu z bardziej postępowymi związkami zawodowymi.

 

Valls wypowiadał się dzień po zamieszkach w stolicy z udziałem grup zamaskowanych młodych ludzi, do jakich doszło podczas demonstracji przeciwko rządowej reformie prawa pracy, która ma ułatwić pracodawcom zarówno zatrudnianie, jak i zwalnianie pracowników.

 

Manifestacje trwają od marca. Wielu poprzednim, których czołowym organizatorem jest CGT, towarzyszyły zamieszki z udziałem zamaskowanych osobników.

 

"Nie" dla 48-godzinnego tygodnia pracy

 

Fala protestów jest reakcją na forsowanie przez socjalistyczny rząd prezydenta Francois Hollande'a niepopularnej reformy prawa pracy. Otwiera ona drogę do przedłużenia tygodnia pracy z obecnych 35 do 48 godzin, a dnia pracy w różnych przypadkach do 12 godzin. Rząd uzasadnia potrzebę liberalizacji kodeksu pracy koniecznością przystosowania francuskich przedsiębiorstw do międzynarodowej konkurencji.

 

Projekt zmian w ustawodawstwie przewiduje też pewne ułatwienia dla pracodawców dotyczące zwolnień i związanych z nimi odpraw, a także osłabienie praw związkowych, by zaradzić rekordowemu bezrobociu sięgającemu 10 proc. Rząd odmawia wycofania się z reformy, którą przeprowadził przez niższą izbę parlamentu mimo sprzeciwu większości. Obecnie reformą zajmuje się Senat.

 

Według badań opinii publicznej 80 proc. ankietowanych Francuzów nie jest zadowolonych z reformy, protesty nie cieszą się już poparciem większości społeczeństwa.

 

PAP