UEFA nie ukarała Anglików, którzy zostali uznani za ofiary przemocy poza oraz na stadionie. Zaraz po zdarzeniach, które miały miejsce w sobotę europejska federacja piłkarska zapowiedziała, że nie będzie tolerować podobnych zachowań. Dzisiejsza decyzja jest tylko oficjalnym potwierdzeniem wcześniejszych deklaracji.

 

W sobotę w Marsylii przed i po meczu Anglia - Rosja (1:1) doszło do starć kibiców obu drużyn. Rannych zostało ponad 30 osób, w tym siedem wymagało hospitalizacji. Policja użyła gazów łzawiących i armatek wodnych. Tuż przed zakończeniem tego pojedynku do sektorów zajmowanych przez Anglików wdarli się Rosjanie. Zaatakowani angielscy fani zaczęli uciekać przeskakując przez ogrodzenie.

 

Przygotowani do bitwy

 

Marsylski prokurator Brice Robin poinformował w poniedziałek, że grupa 150 Rosjan przyjechała do Francji nastawiona i przygotowana do konfrontacji z Anglikami. Do bójek doszło jeszcze przed sobotnim meczem piłkarskich mistrzostw Europy pomiędzy tymi drużynami.

 

- Spośród rosyjskich fanów 150 okazało się w rzeczywistości chuliganami. Ci ludzie byli doskonale przygotowani do uczestnictwa w gwałtownych i niezwykle brutalnych rozróbach - podkreślił prokurator.

 

Szef ściśle współpracującej z Francuzami brytyjskiej grupy policyjnej ds. piłki nożnej Mark Roberts, podobnie jak większość obserwatorów, był zaskoczony skalą przemocy i koordynacją działań pseudokibiców.

 

- Anglia miała swoje problemy z chuliganami w przeszłości. Ale ci Rosjanie to było zupełnie coś innego. Byli doskonale zorganizowani i zdeterminowani do walki z taką agresją, jakiej nie widziałem w ostatniej dekadzie - powiedział Roberts mediom. Oficer zaznaczył, że jakkolwiek wśród fanów z Wysp były osoby agresywne, stanowiły one zdecydowaną mniejszość.

 

Specjalista ds. przestępczości kibiców Sebastien Louis w wywiadzie dla dziennika "Le Monde" określił grupę Rosjan, jako zbliżoną w działaniu do "organizacji paramilitarnej".

 

Francuzi nie zatrzymali żadnego z agresywnych Rosjan

 

Francuzom nie udało się zatrzymać żadnego spośród agresywnych pseudokibiców. Rosjanie w celu uniknięcia aresztowań na mistrzostwa przyjechali głównie drogą lądową, działali bardzo szybko oraz unikali kamer. Policja wydaliła z kraju tylko dwóch fanów "Sbornej" odpowiedzialnych za incydenty na stadionie.

 

W dalszym ciągu trwa przeglądanie nagrań wideo, które mają pomóc przy weryfikacji przestępców. W celu pomocy lokalnym służbom, brytyjska policja zaapelowała do kibiców z Wysp o przesyłanie filmów i zdjęć z zajść na specjalną stronę internetową.

 

W Marsylii aresztowano 20 osób. Wobec 10 z nich, w tym sześciu Brytyjczyków, trzech Francuzów i jednego Austriaka wniesiono sprawę do sądu. Zarzuty dotyczą głównie ataku na policjantów z użyciem niebezpiecznego narzędzia. Pierwsze wyroki, w których dwaj Anglicy zostali skazani kolejno na dwa i trzy miesiące więzienia zapadły w poniedziałek.

 

Wśród 35 poszkodowanych w zamieszkach większość stanowią kibice z Wysp. Stan jednego z nich - 51-letniego Anglika określany jest jako zagrażający życiu.

 

Po zajściach Komisja Dyscyplinarna UEFA zapowiedziała, że jeśli ponownie dojdzie do awantur z udziałem fanów Rosji i Anglii, obie drużyny mogą zostać wykluczone z imprezy. Decyzje w sprawie ewentualnej kary dla "Sbornej", głównie w związku ze sprowokowaniem przez jej kibiców zajść na stadionie w Marsylii, UEFA ma podjąć we wtorek.

 

Trudna sytuacja

 

Starcia między kibicami obu drużyn mogą się jednak jeszcze powtórzyć. Wynika to ze zbieżności czasu i miejsca rozgrywania meczów tych zespołów. Rosja zmierzy się w środę w Lille ze Słowacją, zaś dzień później w oddalonym o kilkanaście kilometrów Lens Anglia zagra przeciwko Walii.

 

Sytuacja jest o tyle trudna, że wcześniej władze 40-tysięcznego Lens, w obawie przed napływem zbyt dużej liczby nieposiadających biletów kibiców, zaapelowała do Brytyjczyków, o oglądanie meczu właśnie w Lille. Stolica regionu Nord-Pas-de-Calais, jako część ogromnej aglomeracji miejskiej miała lepiej poradzić sobie z zapewnieniem bezpieczeństwa tłumom przyjezdnych. W celu zniechęcenia fanów do przyjazdu, miasteczko wprowadziło również zakaz sprzedaży alkoholu, ogłoszony jeszcze przed rozpoczęciem mistrzostw.

 

Listkiewicz: mocna żółta kartka dla Rosji

 

"Decyzja UEFA o dyskwalifikacji piłkarskiej reprezentacji Rosji uczestniczącej w mistrzostwach Europy, ale tymczasowo zawieszona, to dla nich mocna, żółta kartka" - powiedział PAP były prezes PZPN Michał Listkiewicz.

 

- Dotychczas kary dotykały zespoły klubowe, teraz, co jest bardzo smutne, cierpią na tym reprezentacje narodowe. Mam nadzieję, że kara uspokoi gorące głowy Rosjan i nie dojdzie do sytuacji, w której Rosja zostanie wykluczona z mistrzostw. Takiego scenariusza jednak wykluczyć nie można i z niepokojem będę czekał na rozwój wypadków - powiedział Listkiewicz.

 

Były sędzia międzynarodowy przyznał, że ma nadzieję, iż kara ta podziała także uspokajająco na kibiców innych reprezentacji.

 

- UEFA broni porządku na stadionach, dlatego podkreśla, że kara zostanie odwieszona, jeżeli do podobnych zajść - bójki, race świetlne, banery z rasistowskimi napisami - dojdzie podczas następnych meczów. To uratowało Anglię, gdyż jej kibice na stadionie byli tylko atakowani. W zajściach przed i po meczu na ulicach Marsylii już przecież brali czynny udział - podkreślił Listkiewicz.

 

Jego zdaniem, wtorkowa decyzja Komisji Dyscyplinarnej jest w pełni uzasadniona, gdyż UEFA odpowiada tylko za to, co się dzieje na stadionie. Zajścia na ulicach miast przed i po meczu winny być nadzorowane i karane przez władze i służby bezpieczeństwa.

 

Na pytanie, co się wydarzy, jeżeli kibice Rosji jednak nadal będą łamali zasady obowiązujące na stadionach podczas Euro 2016, Listkiewicz odpowiedział, że takiej sytuacji obawia się najbardziej.

 

- Jeżeli tak się stanie, jedynym rozwiązaniem jest chyba anulowanie ich biletów. Im wtedy już nie będzie na niczym zależało, mogą być jeszcze bardziej agresywni - zakończył.

 

PAP, RTR