Pięcioosobowemu składowi TK, który na niejawnym posiedzeniu uznał zaskarżony przepis za konstytucyjny, przewodniczył sędzia Piotr Pszczółkowski. Na ogłoszeniu wyroku nie stawiła się żadna ze stron.


Sędzia sprawozdawca Sławomira Wronkowska-Jaśkiewicz podkreślała w ustanym uzasadnieniu, że skarga mężczyzny opierała się na założeniu, iż wynik postępowania karnego powinien odnosić się do postępowania dyscyplinarnego. Wyjaśniła, że takie założenie jest błędne, ponieważ postępowania te mają odrębny charakter. Rozstrzygnięcia organu dyscyplinarnego i sądu mogą się różnić - dodała.


- Skarżący nie dostarczył dowodów i argumentów, które pozwoliłyby na inne orzeczenie TK - powiedziała Wronkowska-Jaśkiewicz. Zaznaczyła przy tym, że ustawodawca powinien jednak rozważyć doprecyzowanie przepisów w zakresie postępowania dyscyplinarnego wobec funkcjonariuszy.


Od wyroku zdania odrębne złożyło dwoje sędziów: Piotr Pszczółkowski i Julia Przyłębska. Jak mówili, w tej sprawie TK powinien orzekać w składzie siedmiu, a nie pięciu sędziów. Pszczółkowski powiedział, że wyrok w tym składzie "zapadł w sprzeczności z przepisami ustawy o TK".


"To rozstrzygnięcie ma charakter wyroku"


Pytany przez dziennikarzy, czy wyrok TK w takim razie powinien zostać opublikowany, Pszczółkowski odparł, że "obowiązkiem sędziego jest orzekać", a jego rola jako przewodniczącego składu TK kończy się na ogłoszeniu wyroku.


- To jest pytanie do innej władzy, a nie do sędziego Trybunału Konstytucyjnego. Zgodnie z przepisem konstytucji orzeczenia TK podlegają publikacji. To rozstrzygnięcie ma charakter wyroku - powiedział.


TK zbadał sprawę na podstawie ustawy o TK z czerwca 2015 r. - to konsekwencja wyroku z 9 marca, który uznał niekonstytucyjność noweli ustawy o TK autorstwa PiS z grudnia 2015 r. 9 marca TK uznał, że nowela narusza konstytucję. Według rządu nie był to wyrok i dlatego nie został opublikowany. Mimo to TK wydaje kolejne wyroki, choć przedstawiciele władz mówią, że TK ma orzekać zgodnie z grudniową nowelą.

 

Zarzut przekroczenia uprawnień

 

TK rozstrzygnął skargę konstytucyjną mężczyzny, który mimo uniewinnienia od zarzutów będących przyczyną wydalenia go z policji, nie mógł do niej wrócić: tylko przez pięć lat można bowiem wznawiać postępowanie dyscyplinarne, a tu wyrok zapadł po 10 latach.


Prokuratura postawiła skarżącemu zarzut m.in. przekroczenia uprawnień. W 2001 r. w policyjnym postępowaniu dyscyplinarnym uznano go za winnego przewinień dyscyplinarnych i wydalono ze służby, co uzasadniono m.in. "obciążającymi zeznaniami świadków". W 2011 r. sąd karny uniewinnił go ze względu na brak dowodów przestępstw. Obciążające zeznania sąd uznał za "niewiarygodne i niespójne", składane przez osobę chcącą "czerpać satysfakcję ze składania zeznań na niekorzyść osoby będącej funkcjonariuszem policji" i "uzyskać splendor w świecie przestępczym".


Pięć lat na wznowienie postępowania "niezgodne z wymogami sprawiedliwości"


Po tym mężczyzna wystąpił o wznowienie postępowania dyscyplinarnego i uchylenie decyzji o usunięciu go z policji. Odmówiono mu, bo minął już ustawowy termin. Sądy administracyjne uznały stanowisko policji za prawidłowe. W skardze do TK napisano, iż okres pięciu lat na wznowienie postępowania jest niezgodny z wymogami sprawiedliwości, "szczególnie przy uwzględnieniu realiów funkcjonowania polskiego wymiaru sprawiedliwości".


Prokurator generalny wniósł o nieuwzględnienie skargi, podkreślając, że skarżący "może zgłosić zamiar ponownego wstąpienia do służby w policji". Tak samo uznał Sejm. "Wyrok uniewinniający w postępowaniu karnym dotyczącym danego czynu nie oznacza, jak zdaje się przyjmować skarżący, wadliwości orzeczenia dyscyplinarnego, w którym przypisano odpowiedzialność dyscyplinarną" - pisała w 2015 r. ówczesna marszałek Sejmu Małgorzata Kidawa-Błońska.

 

 

PAP