Każdego roku w związku z festiwalem w Yulin na południu Chin zabijanych jest ok. 10 tysięcy psów. Bywa, że pozyskanie psów, które potem są bestialsko mordowane, często polega na ich kradzieży z prywatnych posesji.

 

Impreza nazywana "festiwalem okrucieństwa" ma swoich przeciwników wśród samych obywateli Chin, którzy nie chcą być dłużej kojarzeni z okrutną tradycją. Mimo, że wciąż są i tacy, którzy wierzą w magiczną moc psiego mięsa, którego jedzenie ma pozytywnie wpływać m.in. na potencję.

 

Mimo tego, że już w 2014 roku władze miasta Yulin zdystansowały się od festiwalu stwierdzając, że jest on organizowany przez prywatnych przedsiębiorców, to impreza odbywała się dalej.

 

Dlatego organizacje zrzeszające obrońców praw zwierząt, które zebrały 11 milionów podpisów pod petycją przeciwko festiwalowi psiego mięsa, wysłały ją bezpośrednio do prezydenta Chin, Xi Jinpinga.

 

Do akcji włączyli się także działacze z innych państw świata, organizując m.in. pikiety przeciwko chińskiej imprezie.