Kilka miesięcy temu Forest dwoma łapami wpadł w zasadzkę kłusowników w lesie niedaleko Birczy w pow. przemyskim. Mógł tam przeleżeć nawet dwa tygodnie.

 

W tym czasie jego łapy zaczęły się deformować, objęła je martwica, w końcu zaczęły odpadać. - Żywił się liśćmi, zlizywał śnieg, dzięki temu przeżył. Gdy go znaleziono, to były szczątki psa. Pomogliśmy jego ciału, potem ratowaliśmy duszę, a teraz czas na łapy - powiedział w rozmowie z reporterem Polsat News Bartoszem Jastrzębskim, Radosław Fedaczyński, weterynarz z lecznicy "Ada", do której trafił pies znaleziony przez leśniczego.

 

To m.in. on sprawił, że Forest dzisiaj "biega, radzi sobie i zawstydza swoją niezłomnością". Jedyne, czego mu dziś trzeba, to protezy łap.

Historia ocalonego przez weterynarzy z Przemyśla czworonoga tak bardzo poruszyła serca ludzi, że kwestia wysokiego kosztu protez przestała być problemem.

 

- Jeszcze nikt na całym świecie nie robi protez dla psa, który stracił dwie kończyny po jednej stronie. Ze względu na to, że musi utrzymać równowagę, że protezy nie mogą nadwerężać jego kości - powiedział Radosław Fedaczyński. Dlatego specjaliści z "Ady" teraz będą szukać ośrodka, który byłby w stanie takie protezy dla Foresta zrobić.

 

A gdy Forest już je dostanie i przejdzie trwającą nawet rok rehabilitację, rozpocznie się proces adopcyjny, aby psu znaleźć nowy dom.

 

Forest ambasadorem

 

Weterynarze, dzięki którym akcja #ŁapydlaForesta nabrała tempa, teraz chcą także, "by każde dziecko w Polsce wiedziało, na czym polega problem, by każdy znał historię Foresta i by każdy wiedział, że zakładanie sideł jest bestialstwem i to robią tylko bandyci". - Forest ma być ambasadorem - zaznaczył dr Fedaczyński.

 

Weterynarz podkreślił, że sidła dziś zabiją sarenkę, jutro psa. - A pojutrze malutkie, pięcioletnie dziecko może wpaść i stracić kończynę albo życie - ostrzegł lekarz.

 

Polsat News