Bliscy 28-letniej Doroty i 32-letniego Sławomira Wąchałów do dziś nie potrafią otrząsnąć się z tej tragedii. Młode małżeństwo pojechało z grupą znajomych na Rajd Dolnośląski. To miał być ostatni urlop przed narodzinami pierwszego dziecka.

 

- Siostra była na początku czwartego miesiąca ciąży, tydzień przed wypadkiem była u lekarza, pierwszy raz słyszała serduszko dzidziusia, była zadowolona, wszystko rozwijało się prawidłowo - opowiadała reporterce "Interwencji" Anna Gajderowicz, siostra Doroty Wąchały.

 

Zabrakło 200 metrów

 

W niedzielę obserwowali z bezpiecznej odległości przejazdy samochodów rajdowych. Nagrywali filmy, robili zdjęcia. Po zakończeniu imprezy ruszyli w kierunku miejsca swojego noclegu. Szli prawidłowo: poboczem, gęsiego.

 

- Do miejsca noclegu nie doszli, zabrakło im 200 m. On ich nie potrącił, on ich zmiótł - powiedziała Gajderowicz.

 

21-letni sprawca wypadku pracował przy zabezpieczaniu rajdu. Po wypadku trafił do aresztu. Prokuratura postawiła mu zarzut spowodowania wypadku ze skutkiem śmiertelenym. Śledczy oczekiwali na wyniki badań dotyczące obecności narkotyków we krwi kierowcy, dlatego wnioskowali o przedłużenie tymczasowego aresztu.

 

Źle znosił brak bliskich

 

- Sąd uznał, że większość materiału dowodowego została już zgromadzona i nie ma potrzeby przedłużania aresztu - powiedzioała Ewa Ścierzyńska, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Swidnicy.

 

- Argumentacja, że źle znosi izolację od rodziny bardzo nas zabolała, bo my z naszymi bliskimi nie zobaczymy się już nigdy - mówiła Anna Gajderowicz, siostra Doroty.

 

Po wypuszczeniu Bałka na wolność, przyszła ekspertyza biegłych, z której jednoznacznie wynikało, że mężczyzna jechał ze zbyt dużą prędkością, w dodatku niesprawnym samochodem. Poza tym w chwili wypadku był pod wpływem narkotyków.

 

- To stężenie substancji niedozwolonych, jakie miał we krwi, można porównać ze stężeniem alkoholu od 0,8 do 1,2 promila - wytłumaczyła Ewa Ścierzyńska, rzeczniczka Prokuratury Okręgowej w Świdnicy.

 

Poszukiwany listem gończym

 

To, że Adam Bałek w chwili wypadku był pod wpływem narkotyków i groziło mu 12 lat więzienia, nie spowodowało zmiany decyzji sądu. Mężczyzna odpowiadał z wolnej stopy. W marcu zapadł wyrok w tej sprawie. Kierowca został skazany na 12 lat więzienia, sąd wydał mu dożywotni zakaz prowadzenia pojazdów.

 

Problem w tym, że Bałek zniknął. Ostatni raz był widziany w dniu wyroku. Obecnie jest poszukiwany listem gończym.

 

Jednocześnie mężczyzna złożył apelację. Uważa, że wyrok za śmierć Doroty i Sławomira Wąchałów jest zbyt surowy. Sprawa będzie rozpatrywana, mimo że mężczyzna się ukrywa.

 

Więcej reportaży "Interwencji" tutaj.

 

fot: archiwum prywatne