Do ataku doszło w czwartek późnym wieczorem – w tym samym dniu, w którym 34-latek został przyjęty do szpitala.

 

Stan jednego z zaatakowanych mężczyzn jest bardzo ciężki. Otrzymał on kilka ciosów nożem w brzuch i w nocy przeszedł trwającą kilka godzin operację.  - Stan pozostałych dwóch zaatakowanych jest stabilny. Mają głównie obrażenia nóg i rąk - relacjonuje reporterka Polsat News.

 

- Na początku nic nie wskazywało na to, że może dojść do tragedii. Mężczyzna był spokojny, w dobrym stanie, sam zgłosił się na leczenie z choroby alkoholowej. Około godz. 21-22 stan mężczyzny bardzo się pogorszył. Stał on się agresywny, najpierw zaatakował lekarza, pózniej uderzył w twarz pielęgniarkę - informuje reporterka.

 

Mógł być pod wpływem dopalaczy

 

Następnie napastnik zaczął atakować pacjentów nożem. Wbiegł na 6-osobową salę. Kilku osobom udało się uciec. Pielęgniarki zabarykadowały się w łazience i czekano na przyjazd policji. Aż 4 policjantów musiało obezwładnić mężczyznę. Mimo reanimacji podjętej przez personel szpitala i policjantów, napastnika nie udało się uratować.

 

- Na oddziałach w szpitalu psychiatrycznym nie ma żadnych zabezpieczeń. Nie istnieją procedury, które by te zabezpieczenia wyznaczały. Każdy pacjent oddziału psychiatrycznego może przynieść ze sobą co chce, a personel nie ma prawa zrewidować pacjenta – tłumaczyła Żarska.


Z nieoficjalnych informacji wynika, że mężczyzna mógł być pod wpływem dopalaczy, które przyniósł ze sobą.

 

Sprawę bada prokuratura


- Na oddziale takim nie ma ochrony, na miejscu były tylko 2 pielęgniarki. Prokuratura sprawdza czy nie doszło do zaniedbań – powiedziała reporterka.


- Nie jesteśmy jeszcze stwierdzić w jaki sposób mężczyzna wszedł w posiadanie noża, niewykluczone że przyniósł go ze sobą. Trwają ustalenia w tym zakresie – powiedział Krzysztof Kopania z prokuratury okręgowej w Łodzi.


Prokuratura zbada również czy oddziale zapewniono bezpieczeństwo pacjentom i "czy zostały wdrożone procedury gwarantujące tego typu bezpieczeństwo, a przede wszystkim czy były przestrzegane". 

 

Polsat News