- Takiego zapisu (o karze więzienia - red.) chcieli polscy pracodawcy, którzy nas wspierają - powiedział w Polsat News Alfred Bujara. Według przewodniczącego Sekcji Krajowej Pracowników Handlu NSZZ Solidarność, sankcje są potrzebne, "żeby ustawa nie była martwą". Choć jak wyjaśnił Bujara związkowcy optowali za mniej restrykcyjnymi zapisami.

 

 

- Kontrole przestrzegania ustawy będzie przeprowadzać m.in Państwowa Inspekcja Pracy - wyjaśnił Bujara.

 

Projekt krytykuje opozycja. - Czy zamkniemy zakłady produkcyjne, usługowe, ograniczymy całą pracę w niedzielę? To absurdalne - powiedziała Maria Janyska z Platformy Obywatelskiej. Jej zdaniem nowe rozwiązania zmuszają pracodawców do kombinowania. - To jest PRL. Są pewne furtki. Wystarczy wpisać w działalność gospodarczą sprzedaż pamiątek, dewocjonaliów, oczywiście wykazać, że 30 procent tej sprzedaży jest realizowana i problem załatwiony - stwierdziła.

 

Ostrożni w ocenach propozycji NSZZ "Solidarność" są również politycy PiS. Europoseł Ryszard Czarnecki przypomniał, że w wielu krajach europejskich, jak chociażby w Niemczech, jest zakaz handlu w niedzielę. - Nie wiem jednak, czy w Polsce taki pomysł przejdzie - zaznaczył. - Może warto zacząć np. od jednej czy dwóch niedziel w miesiącu, ale to moja prywatna opinia - zaznaczył.

 

"Wolna Niedziela"

 

Powołany w kwietniu Komitet Inicjatywy Ustawodawczej Ograniczającej Handel w Niedziele, zwanej "Wolną Niedzielą", w skład którego wchodzą przedstawiciele związków zawodowych, organizacji pracodawców, organizacji pozarządowych i pracowników, 2 czerwca został zarejestrowany przez marszałka Sejmu. Tym samym uruchomiona została procedura zbierania 100 tys. podpisów poparcia pod projektem.

 

Zakaz handlu w niedzielę ma dotyczyć wszystkich sklepów: dużych, średnich i małych. Z projektu ustawy wynika też, że handel w wigilię Bożego Narodzenia i Wielką Sobotę będzie dozwolony do godziny 14:00.

 

Według propozycji "handlowe" mogły by być kolejne dwie ostatnie niedziele w roku kalendarzowym przed św. Bożego Narodzenia, ostatnia niedziela przed Wielkanocą i druga niedziela lipca.

 

Czynne mogłyby być sklepy, w których handel jest prowadzony "wyłącznie przez przedsiębiorcę będącego osobą fizyczną wykonującą we własnym imieniu działalność gospodarczą z wyłączeniem przedsiębiorców wykonujących we własnym imieniu działalność gospodarczą w oparciu o umowę franczyzy lub umowę agencji".

 

Ustawowe wyjątki

 

Handel w niedzielę mógłby też się odbywać m.in. w aptekach i punktach aptecznych, w kioskach nieprzekraczających 50 m kw. powierzchni użytkowej, w których sprzedaż gazet, czasopism i biletów stanowi minimum 30 proc. miesięcznego obrotu placówki (rozumianego jako przychód ze sprzedaży); w placówkach handlowych prowadzących sprzedaż pamiątek, upominków lub dewocjonaliów, w których sprzedaż wiodąca tych produktów stanowi minimum 30 proc. miesięcznego obrotu, w placówkach handlowych zlokalizowanych w zakładach hotelarskich, zakładach opieki zdrowotnej i innych placówkach służby zdrowia przeznaczonych dla osób, których stan zdrowia wymaga całodobowych lub całodziennych świadczeń zdrowotnych oraz w zakładach prowadzących działalność w zakresie kultury, oświaty, turystyki i wypoczynku.

 

Kolejna próba

 

W 2014 roku udało się zebrać 115 tys. podpisów pod projektem ws. zakazu handlu w niedzielę. Wniosek jednak przepadł. W marcu 2014 r. Sejm odrzucił w sumie dwa projekty ustaw - obywatelski (Komitetu Inicjatywy Ustawodawczej "Wolna Niedziela") i poselski (grupy posłów PiS, PO, PSL i Solidarnej Polski). 

 

Jak argumentowali wówczas przeciwnicy zakazu, skutkiem jego wprowadzenia byłaby utrata miejsc pracy przez ok. 70 tys. osób i zmniejszenie wpływów podatkowych do budżetu państwa. Przekonywali też, że handel w niedzielę przynosi 10 proc. obrotów sklepów.

 

polsatnews.pl, PAP fot.Pixabay.com/Alexas_Fotos