"Popeye" był jednym z filarów potęgi Pablo Escobara, czyli kolumbijskiego gangu Medellin. Grupa trudniąca się przestępczością rozwinęłą się do niewyobrażalnych rozmiarów w momencie, gdy awionetkami, zamiast jak wcześniej w walizkach, zaczęła przemycać kokainę do USA.

 

W okresie swojej największej świetności przychody kartelu sięgały 60 milionów dolarów dziennie. Escobar kontrolował prawdopodobnie cały przemyt narkotyków z Meksyku, Dominikany i Kolumbii do Stanów Zjednoczonych i zyskał przydomek "Króla kokainy".

 

Odpowiedzialny m.in. za zabicie kandydata na prezydenta

 

Na polecenie swojego szefa John Jairo Velasquez mordował i kazał zabijać. Był wierny i skuteczny. W zaplanowanych przez niego akcjach zginęły tysiące osób. W sądzie przyznał się do zabicia własnoręcznie 300 osób i do zorganizowania zabójstw jeszcze 3 tys. innych ludzi.

 

Brał udział w najbardziej zuchwałych zabójstwach. Uczestniczył m.in. w zamordowaniu kandydata na prezydenta Luisa Carlosa Galana w 1989 r. (za co został skazany) oraz w wysadzeniu w powietrze samolotu pasażerskiego. Zginęło wtedy 107 osób. Do więzienia trafił w 1992 roku. Teraz "Popey" występuje w zupełnie innej odsłonie.

 

110 tys. subskrybentów na YouTube

 

Po wyjściu za dobre zachowanie w 2014 roku napisał książkę o latach w kartelu, potem założył kanał na YouTube. Ma już 110 tys. subskrybentów i blisko 10 mln odsłon.  Animowaną czołówką z lecącą kulą z pistoletu "chce przyciągać młodych, by potem pokazywać im do jak strasznych rzeczy prowadzi przemoc". Wiele mówi o przekupnych urzędnikach, komentując bieżące skandale.

 

Dużo miejsca poświęca m.in. wenezuelskiemu politykowi, blisko związanemu przez lata z nieżyjącym już prezydentem Hugo Chávezem, Diosdado Cabello.

 

Zarzuca mu niegospodarność w rządzeniu krajem, korupcję i bliskie kontakty z przestępcami. "Kto jest bandytą, ja, czy Ty? Obydwaj, ale ja za swoje winy już zapłaciłem" - zwraca się w jednym ze swoich filmików na YouTube do Wenezuelczyka "Popeye".

 

 

 

Rodziny ofiar protestują

 

"Popey" twierdzi, że brzydzi się przemocą, ale nadal mówi z wielkim szacunkiem o Pablo Escobarze. Do zarabianie na przestępczości wracać jednak nie zamierza. – Chciałbym żyć wyłącznie z tego co robię teraz. To czyste pieniądze – tłumaczy.

Całe to zachowanie, oraz popularność mordercy konsekwentnie krytykują rodziny ofiar "Popeya".

 

– To policzek dla nas wszystkich, że on kreuje się na eksperta i nie okazuje żadnej skruchy za to, co zrobił – irytuje się Gonzálo Rojas, którego ojciec zginął w zorganizowanym przez "Popeya" zamachu. – To zbrodnie uczyniły z niego celebrytę – dodał rozgoryczony.

 

LaNacion.com.ar, TheGuardian, WashingtonPost.com