W 2011 roku 38-letnia wówczas Amanda Mellet będąca w 21. tygodniu ciąży dowiedziała się, że płód jest poważnie uszkodzony - ma wady genetyczne (zespół Edwardsa), wśród nich śmiertelną wadę serca. Poprosiła o legalną aborcję. Irlandzkie prawo przewidywało wówczas taką możliwość tylko w wypadku poważnego zagrożenia dla życia kobiet, więc zabiegu odmówiono.

 

Mellet poddała się aborcji w Anglii. Po niespełna 12 godzinach od zabiegu z powodu braku pieniędzy musiała opuścić szpital. Płodu jej nie wydano. Trzy tygodnie po zabiegu otrzymała przesyłką prochy. W Irlandii odmówiono jej prawa do opieki medycznej dla kobiet, które poroniły.

 

Organizacja Center for Reproductive Rights złożyła skargę w imieniu Mellet do Komitetu Praw Człowieka ONZ w listopadzie 2013 roku.

 

"Stworzono atmosferę strachu" 

 

Teraz Komitet orzekł, że brak dostępu do legalnej aborcji i jej kryminalizacja w określonych przypadkach, jest złamaniem przez państwo jego zobowiązań międzynarodowych w zakresie praw człowieka. Uznał, że sytuacja, w której znalazła się pani Mellet doprowadziła do naruszenia artykułów 7 i 26 Międzynarodowego Paktu Praw Politycznych i Obywatelskich zakazujących okrutnego, nieludzkiego poniżającego traktowania i dyskryminacji.

 

Uznał też naruszenie prawa do prywatności. "Kryminalizacja aborcji, co widać było w tej sprawie, prowadzi do stygmatyzacji i atmosfery strachu, które utrudniają pacjentkom uzyskanie rzetelnych informacji o ich stanie zdrowia i dostępnym im możliwościach" - ocenił Komitet. 

 

- Władze Irlandii wreszcie muszą przestać chować głowę w piasek i zmienić prawo. Irlandzka opinia publiczna chce tej zmiany . Ostatnie badanie pokazuje, że 87 proc. społeczeństwa opowiada się za szerszym dostępem do możliwości przerwania ciąży. Ogromna większość uważa też, że prawie całkowity zakaz, obowiązujący dziś w Irlandii, jest okrutny, nieludzki i dyskryminujący – powiedziała Weronika Rokicka, koordynatorka kampanii Amnesty International Polska.

 

Komitet Praw Człowieka wezwał Irlandię do zmiany przepisów, w tym konstytucji, jeśli zajdzie taka potrzeba, by nie stały w sprzeczności z prawem międzynarodowym.

 

Zakaz, gdy zagrożone jest życie dziecka

 

Od stycznia 2014 roku obowiązuje w Irlandii ustawa dopuszczająca przerywanie ciąży, gdy zachodzi "realne i istotne zagrożenie dla życia kobiety". Pod tym pojęciem kryje zagrożenie w postaci choroby, jak i ryzyko samobójstwa. Zgodnie z ustawą (The Protection Of Life During Pregnancy Act) aborcja jest możliwa, gdy dwóch lekarzy po zbadaniu kobiety zgodnie zaświadczy, że zagrożenia dla jej życia można uniknąć tylko przez przerwanie ciąży.

 
W nadzwyczajnych sytuacjach, gdy kobiecie grozi śmierć, dopuszczalna jest zgoda jednego lekarza. Jeśli kobieta grozi odebraniem sobie życia z powodu ciąży, zgodę na aborcję musi wyrazić trzech lekarzy.
 
Utrzymano zakaz aborcji w przypadku zagrożenia życia dziecka.
 
Debatę nad dopuszczalnością aborcji wywołał głośny przypadek śmierci hinduskiej dentystki Savity Halappanavar, która zmarła w szpitalu w Galway w 17. tygodniu ciąży, gdy odmówiono jej zabiegu, choć  ciąża przebiegała z komplikacjami.

 

Zmianę przepisów wymusił Trybunał

 

Ustawę wprowadzono w związku z wyrokiem Europejskiego Trybunału Praw Człowieka w tzw. sprawie A, B, i C przeciwko Irlandii. W 2010 r. Trybunał orzekł, że Dublin nie sprecyzował legalności aborcji w sytuacji, do której odnosiło się orzeczenie Sądu Najwyższego, i zalecił uściślenie tej kwestii.

W ostatnich 30 latach Irlandczycy pięciokrotnie odrzucali w referendach propozycję zalegalizowania aborcji. Ustawie zdecydowanie przeciwny był abp Dublina Diarmuid Martin i Kościół katolicki.

 

W marcu 2007 roku Europejski Trybunał Praw Człowieka wydał wyrok w głośnej sprawie Alicji Tysiąc. Kobieta, matka dwojga dzieci, prosiła lekarzy o wydanie dokumentu, pozwalającego na legalne przerwania ciąży ze względów zdrowotnych w publicznym zakładzie opieki zdrowotnej. Choc trzech lekarzy niezależnie uznało, że kolejna ciąża może zagrozić jej zdrowiu powodując utratę wzroku, aborcji jej odmówiono.

 

Trybunał uznał, że Polska naruszyła art. 8 Europejskiej Konwencji Praw Człowieka (prawo do poszanowania życia prywatnego) i nakazał wypłacenie Alicji Tysiąc 25 tys. euro zadośćuczynienia oraz 14 tys. euro na pokrycie kosztów sądowych. Sędziowie nie oceniali, czy decyzja lekarzy, którzy odmówili kobiecie prawa do legalnej aborcji, była słuszna. W wyroku podkreślili, że prośby Alicji Tysiąc o usunięcie ciąży nie wynikały wyłącznie z jej nieracjonalnych odczuć, ale miały umocowanie w historii medycznej.

 

Według Trybunału, polskie państwo nie ustaliło jednoznacznych procedur, które pozwoliłby lekarzowi na upewnienie się co do konieczności przeprowadzenia legalnej aborcji.

 

polsatnews.pl