Według czwartkowego sondażu na pierwszym miejscu, podobnie jak w ubiegłym roku, uplasowałaby się PP premiera Mariano Rajoya.

 

W grudniu konserwatyści zdobyli 28,7 proc. głosów i 123 mandaty, a w czerwcu mogą liczyć na 29,2 proc. głosów (118-121 miejsc). Takie poparcie może jednak nie wystarczyć, by zakończyć polityczny impas w kraju - oceniają komentatorzy.

 

25 proc dla lewicy

 

Koalicja powstałej w 2014 roku partii Podemos, sprzeciwiającej się antykryzysowym cięciom, i IU, która jest spadkobierczynią Komunistycznej Partii Hiszpanii, otrzymałaby w wyborach 25,6 proc. głosów, czyli 88-92 miejsca w parlamencie.

 

Sojusz o nazwie Unidos Podemos (Zjednoczeni Możemy; od nazw obu partii) pokonałby Hiszpańską Socjalistyczną Partią Robotniczą (PSOE), która według sondażu może liczyć na 21,2 proc. głosów (78-80 miejsc).

 

Polityczny impas

 

W poprzednich wyborach z 20 grudnia 2015 roku Podemos wraz ze zrzeszonymi partiami regionalnymi zdobyła 20,7 proc. głosów (69 mandatów w liczącym 350 miejsc Kongresie Deputowanych), a IU - 3,7 proc., co przełożyło się na dwa mandaty.

 

W grudniu ubiegłego roku obie partie uplasowały się za socjalistami, którzy zajęli drugie miejsce. Wówczas PSOE poparło 22 proc. wyborców (90 mandatów) i był to najgorszy wynik partii w historii.

 

Grudniowe wybory nie dały żadnej partii wyraźnego mandatu do rządzenia i położyły kres tradycyjnemu podziałowi hiszpańskiego parlamentu na dwa bloki - konserwatystów i socjalistów. Na krajowej scenie politycznej pojawiły się nowe partie: Podemos i Ciudadanos. Po głosowaniu cztery główne formacje nie były w stanie utworzyć rządu koalicyjnego i dlatego 26 czerwca Hiszpanie znowu pójdą do urn.

 

PAP