- Porozumienie jest "do udźwignięcia" przez CZD zwłaszcza przy założeniu, że w najbliższym czasie planujemy intensywną pracę nad poprawą sytuacji w pediatrii - powiedział po zakończeniu negocjacji ze strajkującymi minister zdrowia Konstanty Radziwiłł.

 

Wyraził nadzieję, że stworzy to sytuację, że Centrum - przy różnych przedsięwzięciach organizacyjnych - wyjdzie z długów, które są "potężną barierą dla jego rozwoju". - Mam nadzieję, że CZD będzie mogło nie tylko wywiązać się ze zobowiązań wobec pracowników, ale też rozwijać się dla dobra pacjentów - mówił minister.

 

Pytany, czy w CZD będzie zatrudnionych więcej pielęgniarek, powiedział, że nabór trwa nieustannie od dawna, dyrekcja zdaje sobie sprawę, że potrzeba więcej pielęgniarek. Wyraził nadzieję, że osiągnięte porozumienie sprawi, że warunki ofererowane w CZD będą na tyle atrakcyjne, żeby pielęgniarki wybierały tę placówkę na swoje miejsce pracy.

 

Poinformował, że cztery zamknięte w poniedziałek oddziały jak najszybciej będą odwieszone, najprawdopodobniej, jeśli to się uda, już w czwartek. Zapewnił, że pacjenci "już w tej chwili" będą przyjmowani na normalnych warunkach, Centrum działa normalnie.

 

- Cieszę się z tego, że strony doszły do porozumienia, chociaż szkoda, ze tak późno - powiedział. Przypomniał, że w czasie debaty w Sejmie niektórzy zarzucali rządowi, że brak mu serca i rozumu. - Wydaje się, że nie zbrakło nam rozsądku i wytrwałości - ocenił.

 

Pielęgniarki strajkowały przez 16 dni. Domagały się m.in. podwyżek płac i poprawy warunków pracy. Minister poinformował, że strajk został oficjalnie zakończony, natomiast spór zbiorowy z dyrekcją szpitala, który trwa od grudnia 2014 r., jest zawieszony do końca roku. Już jutro mają ponownie zostać otwarte cztery wcześniej zamknięte oddziały.

 

Jeszcze przed godz. 21:00 o tym, że obie strony osiągnęły kompromis, poinformował reportera Polsat News Łukasza Dubaniewicza prawnik reprezentujący pielęgniarki - Piotr Pawłowski.

 

  

Według nieoficjalnycj informacji pielęgniarki zgodziły się na 300 zł podwyżki, wcześniej domagały się 500 zł brutto.

 

Strajk pielęgniarek z CZD rozpoczął się 24 maja, kiedy część z nich odeszła od łóżek pacjentów - na oddziałach pracowała oddziałowa i jedna pielęgniarka. Protest nie był prowadzony na oddziałach anestezjologii i intensywnej terapii oraz na neonatologii, patologii i intensywnej terapii noworodka. Pielęgniarki domagały się podwyższenia wynagrodzeń i poprawy warunków pracy.

 

Przez wszystkie dni strajku prowadzone były negocjacje, uczestniczyli w nich m.in. niezależni mediatorzy i przedstawiciele resortu zdrowia. Rozmowy były wielokrotnie przerywane. Pielęgniarki przekonywały, że dyrekcja proponuje jedynie "wirtualne rozwiązania"; kierownictwo placówki wskazywało z kolei, że szpitala nie stać na zrealizowanie oczekiwań płacowych strajkujących.

 

Szpital ma ponad 336 mln zł długu. Zdaniem ministra zdrowia każdy dzień strajku kosztował palcówkę ok. pół miliona złotych.

 

Rodzice szykowali czarne stroje i znicze

 

W piątek przed Centrum Zdrowia Dziecka miała się odbyć pikieta rodziców małych pacjentów. - Nie mamy zamiaru atakować pielęgniarek. Chcemy pokazać, że przeciągający się strajk może doprowadzić do upadku CZD, a ofiarami tej sytuacji są dzieci. Prosimy o przybycie w czarnych strojach i przyniesienie ze sobą zniczy - powiedziała polsatnews.pl współorganizatorka akcji Paulina Szubińska-Gryz, jeszcze przed pojawieniem się informacji o zakończeniu strajku.

 

Rodzice dzieci leczonych w Centrum Zdrowia Dziecka i tych, które w związku z trwającym od 24 maja strajkiem pielęgniarek, zostały przeniesione do innych placówek bądź odmówiono im hospitalizacji, w czasie symbolicznej uroczystości żałobnej zamierzali pożegnać "polską pediatrię". Zwoływali się w sieci udostępniając klepsydrę z informacją o akcji.

 

 

 


 

"Ping-pong polityczny"


Jak wyjaśniła Paulina Szubińska-Gryz, matka dziecka niegdyś leczonego w CZD i działaczka społeczna współodpowiedzialna za akcję, "ping-pong polityczny", który można było obserwować w związku ze strajkiem pielęgniarek, jedynie "pogłębia problem". - Znów dzieli się Polaków, tym razem na zwolenników i przeciwników pielęgniarek - powiedziała.


Dlatego "pogrzeb", który miała współorganizować, nie był wymierzony w strajkujące kobiety. Miał pomóc uzmysłowić, że ta forma strajku może doprowadzić do upadku Centrum Zdrowia Dziecka.

 

- I utraty zaufania do pielęgniarek. Proszę sobie wyobrazić, że zamknięte oddziały znów zaczynają działać, dzieci na nie wracają. A wraz z nimi rozgoryczeni strajkiem rodzice, którzy stracili zaufanie - dodaje Szubińska-Gryz.


Podkreślała, że jedyny postulat, z jakim rodzice w piątek mieli przyjść przed Centrum Zdrowia Dziecka, to by placówka zaczęła normalnie działać.


"Agonia się pogłębia"


- Stan agonii pogłębia się z dnia na dzień. Zamykane są oddziały, które nie mają swoich odpowiedników w innych szpitalach. Dlatego dziś możemy się modlić - mówiła, odwołując się do pogrzebowej formy planowanego happeningu.

 

Organizatorzy akcji po wspólnym "czuwaniu" zaplanowali konferencję prasową, w której udział miał wziąć twórca Stowarzyszenia "Primum non nocere", Adam Sandauer.


Polsat News, polsatnews.pl, fot: PAP/Leszek Szymański