- Mogę obiecać, że gwizdać nie będziemy. Nie ręczę za publiczność, ale pełnomocnicy na pewno nie - powiedział polsatnews.pl Roman Giertych. Nawiązał w ten sposób do gwizdów, którymi publiczność zareagowała na pojawienie się na scenie festiwalu w Opolu Jacka Kurskiego. Prezes TVP powiedział wtedy: "w wielu krajach aplauz wyraża się poprzez gwizdy, dlatego witam również cudzoziemców w Opolu".

 

Roman Giertych od początku procesu zapowiadał, że będzie chciał rozszerzenia postępowania. Jego zdaniem za aferą podsłuchową mogą stać ludzie związani z Prawem i Sprawiedliwością. Tezę tę przedstawił także jesienią zeszłego roku w "poufnym raporcie" przygotowanym dla ABW i prokuratury.


Do takich wniosków były wicepremier w rządzie PiS-LPR-Samoobrona doszedł po analizie zeznań świadków. Giertych przygotował raport w uzasadnieniu wniosku o odebranie sprawy śledztwa dotychczasowym prokuratorom, którzy jego zdaniem celowo pomijali w śledztwie tropy prowadzące do ludzi związanych z PiS.


"Nie mam żadnego związku z tą sprawą"


Giertych podkreślił, iż kelnerzy zeznali, że zamiarem biznesmena Marka Falenty, który zlecił podsłuchy, było obalenie rządu PO-PSL i pomoc PiS w dojściu do władzy. W aktach sprawy mają się także znajdować informacje o powiązaniach Falenty z koordynatorem służb specjalnych i wiceprezesem PiS Mariuszem Kamińskim.


Według informacji Radia ZET, Jacek Kurski nie wiedział o wniosku Giertycha i był nim zaskoczony. Prezes TVP powiedział także, że o aferze podsłuchowej wie jedynie z przekazów medialnych i nie ma z nią nic wspólnego.

 

O tym, czy Kurski będzie zeznawał, zadecyduje sąd.


Afera podsłuchowa


Proces dotyczy podsłuchiwania od lipca 2013 r. do czerwca 2014 r. osób z kręgów polityki, biznesu oraz funkcjonariuszy publicznych. Nagrano m.in. ówczesnych szefów MSW - Bartłomieja Sienkiewicza, MSZ - Radosława Sikorskiego, resortu infrastruktury - Elżbietę Bieńkowską, prezesa NBP - Marka Belkę, prezesa NIK - Krzysztofa Kwiatkowskiego, szefa CBA - Pawła Wojtunika. W sumie, podczas 66 nielegalnie nagranych spotkań, utrwalono rozmowy ponad stu osób, a prokuraturze udało się ustalić tożsamość 97 z nich.


Akt oskarżenia wysłała do sądu we wrześniu 2015 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga. Według niej motywy działania oskarżonych miały charakter biznesowo-finansowy. Media twierdzą, że nagrania miały być zemstą Falenty za śledztwo w sprawie firmy Składy Węgla, w której miał udziały, a także próbą zdobycia ważnych dla działalności gospodarczej informacji. Falenta twierdzi, że jest niewinny i liczy na uniewinnienie. Według prokuratury miał on zlecić wykonanie nagrań dwóm pracownikom restauracji - Łukaszowi N. i Konradowi L. Wszyscy odpowiadają z wolnej stopy. N. jest chroniony przez policję.


Akt oskarżenia obejmuje 81 zarzutów. 66 z nich dotyczy nielegalnego nagrywania gości dwóch warszawskich restauracji Sowa i Przyjaciele (38 zarzutów) oraz Amber Room (28 zarzutów). Oskarżycielami posiłkowymi w tym procesie są m.in. Sienkiewicz, Sikorski, były minister finansów Jan Rostowski, a także Lech Wałęsa i Aleksander Kwaśniewski. Żaden z nich osobiście nie uczestniczy w rozprawie.

 

polsatnews.pl, radiozet.pl, PAP