Strajk pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka trwa od 24 maja. W poniedziałek dyrekcja Centrum poinformowała o zamknięciu czterech oddziałów: immunologii, endokrynologii, diabetologii oraz urologii dziecięcej. Choć praktycznie codziennie, od początku trwania strajku, pojawiają się informacje o wypracowywanym porozumieniu między pielęgniarkami a dyrekcją placówki, wciąż go nie podpisano.

 

- W dyskusji na temat Centrum Zdrowia Dziecka zapomina się o jednej rzeczy. Pielęgniarki zwracają uwagę, na warunki w których pracują, na to, że bardzo dużo pielęgniarek po 2004 roku wyjechało z Polski. Pieniądze to sprawa drugorzędna - zauważyła w rozmowie z Piotrem Witwickim posłanka Nowoczesnej.

 

Pielęgniarki domagają się jednak m.in. wzrostu wynagrodzenia zasadniczego o 400 zł brutto, a także zwiększenia o 5 proc. dodatków za pracę w systemie nocnym (z 65 proc. do 70 proc.) oraz za pracę w święta (z 45 proc. na 50 proc.), a także zwiększenia wynagrodzenia za pięć dni w roku (dwa dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz Nowego Roku) ze 100 proc. do 200 proc.

 

"Kompletnie zapomniane"

 

Zdaniem Joanny Scheuring-Wielgus "pielęgniarki są jedyną grupą społeczną, która po 1989 roku została kompletnie zapomniana". - To problem systemowy i polityczny. Żaden rząd nie podszedł do problemu pielęgniarek poważnie. Trzeba usiąść do stołu z pielęgniarkami i wysłuchać, co mają do powiedzenia. Prawda jest taka, że nikt ich nie słucha - zaznaczyła.

 

Joanna Scheuring-Wielgus dodała, że "mamy starzejące się społeczeństwo", zaś "dawanie pieniędzy pielęgniarkom jest inwestowaniem" w nas samych.

 

Polsat News