Do odkrycia zwłok porwanego 61-letniego biznesmena doszło przypadkowo. 52-letni Tomasz K. ukrywał przed policją. Miał odbyć karę więzienia za oszustwa, ale nie pojawił się w areszcie. Policja odnalazła go w domu w Kórniku, gdzie ukrył się w specjalnie przygotowanym schowku. Jednak, gdy policjanci próbowali do niego wejść, popełnił samobójstwo strzelając sobie w głowę.


Przeszukując budynek policja natrafiła w pomieszczeniu gospodarczym na zabetonowane w posadzce zwłoki innego mężczyzny. Okazało się, że to ciało porwanego biznesmena z Poznania.


W sprawie zatrzymano żonę Tomasza K., jej brata oraz ich wspólnego znajomego.

 

Sąd: oskarżeni jedynie zacierali ślady

 

Sąd w ostatniej chwili zmienił kwalifikację czynu. Uznał, że nie ma dowodów, że oskarżeni pomagali w zabójstwie - gdy porwanego mężczyznę przykrywano betonem był on, co potwierdziły ekspertyzy medyczne,  żywy - a jedynie pomagali oni w porwaniu oraz w ukryciu zwłok porwanego i zamordowanego biznesmena. Dlatego wyroki, jakie zapadły, były znacznie niższe niż żądała prokuratura.


Wyroku nie usłyszał znajomy porywaczy. Oskarżony dokładnie o te same czyny mieszkaniec Śląska nie mógł brać udziału w rozprawach, gdyż poważnie się rozchorował. Jego proces został wyłączony do osobnej sprawy.

 

Polsat News