- Po rozpoczęciu dzisiejszego spotkania pielęgniarki poprosiły o godzinną przerwę, po czym przyniosły wydrukowaną nową wersję porozumienia, która całkowicie burzyła to, co zostało ustalone przez ostatnie dni – powiedział Tombarkiewicz. - Suma tych nowych żądań była podwyższeniem żądań poprzednich, w związku z czym uważamy, że było to specjalne zachowanie, żeby nie podpisać tego porozumienia - dodał.


Wiceminister zdrowia podkreślił, że "to bardzo nieodpowiedzialne zachowanie", którego nie rozumie.


Tombarkiewicz powiedział, że po południu pielęgniarki ponownie spotkały się z zarządem szpitala i "gdy porozumienie było w zasadzie przyjęte przez zarząd szpitala, wtedy panie pielęgniarki powiedziały, że one tego nie podpiszą". - Najpierw nie było mecenasa, później był mecenas, potem powiedziały, że jutro muszą się z kimś skonsultować. Powiedziały, że podpiszą dopiero jutro o godz. 14, a można to było zrobić dzisiaj, bo dyrekcja byla gotowa podpisać to porozumienie - relacjonował wiceminister zdrowia w rozmowie z Magdaleną Sakowską.

 

Strajk pielęgniarek trwa od 24 maja. W poniedziałek dyrekcja Centrum poinformowała o zamknięciu czterech oddziałów: immunologii, endokrynologii, diabetologii oraz urologii dziecięcej. Zadłużenie szpitala wynosi ponad 330 mln zł.

 

Pielęgniarki domagają się m.in. wzrostu wynagrodzenia zasadniczego o 400 zł brutto, a także zwiększenia o 5 proc. dodatków za pracę w systemie nocnym (z 65 proc. do 70 proc.) oraz za pracę w święta (z 45 proc. na 50 proc.), a także zwiększenia wynagrodzenie za pięć dni w roku (dwa dni Bożego Narodzenia i Wielkanocy oraz Nowy Rok) ze 100 proc. do 200 proc.

 

Dyrekcja IPCZD proponowała zwiększenie wynagrodzenia zasadniczego brutto o 250 zł.

 

Polsat News