Uczestnicy marszu przeszli ul. Marszałkowską na Pl. Konstytucji. Manifestacja zakończyła się przed dawną kawiarnią Niespodzianka, gdzie w 1989 r. mieścił się sztab wyborczy Komitetu Obywatelskiego "Solidarność". Wzniesiono tam toast za wolność.

 

Wiceprezydent Warszawy Jarosław Jóźwiak napisał na Twitterze, że w marszu bierze udział 50 tys. uczestników. Z kolei podinsp. Magdalena Bieniak z Komendy Stołecznej Policji poinformowała, że w momencie, kiedy manifestacja rozpoczęła przemarsz z pl. Bankowego, a jednocześnie ustał już dalszy napływ ludzi w to miejsce, według szacunków policji zgromadzonych było ok. 10 tys. osób.

 

Marsz upamiętnił rocznicę pierwszych w powojennej historii Polski, częściowo wolnych wyborów z 4 czerwca 1989 r. Zgromadzeni mieli ze sobą flagi biało-czerwone, UE, KOD, PO i Nowoczesnej. Skandowali "Wolność, równość, demokracja".

 

- Wybory 4 czerwca '89 r. były tylko w 35 proc. wolne, ale w 100 proc. wygrała je wolna Polska. Dla tych, którzy wychowali się później wolność jest jak powietrze, przyzwyczailiśmy się do niej i nikt o nią nie zabiega, dopóki nie jest zagrożona. Kiedy zaczyna jej brakować, robimy się niespokojni. Dzisiaj przyszliśmy pokazać, jak ważna jest dla nas wszystkich wolność - powiedział na zakończenie Kijowski.

 

"Jesteśmy rebelią. I dobrze, to piękna rebelia"

 

 

B. prezydent Bronisław Komorowski nawiązał do sobotniej wypowiedzi lidera PiS Jarosława Kaczyńskiego, który powiedział, że w 1992 r. przeciwko rządowi Jana Olszewskiego oraz po 2005 r. i teraz przeciwko rządom PiS doszło do rebelii.

 

- Kochana rebelio, bo podobno tak szef partii rządzącej nazwał pokojową, radosną demonstrację obywateli w dniu 4 czerwca, w dniu Święta Wolności. Pewnie chciał nas obrazić, ale ja pamiętam, kiedy mojego ojca nazywano "zaplutym karłem reakcji", (…) jak sam w okresie systemu komunistycznego byłem "ekstremą", byłem "warchołem", byłem określany różnego rodzaju inwektywami, aby zniechęcić nas do drogi do wolności - powiedział podczas wystąpienia po marszu Bronisław Komorowski. - Byliśmy drugim sortem, jesteśmy teraz rebelią. I dobrze, to piękna rebelia! - dodał.

 

"Nie można Polakom zabrać demokracji"

 

 

- Dziś lepiej niż kiedykolwiek wiemy, że demokracja to krucha istota, że wymaga codziennej troski, naszej obecności i aktywności (...) Czymś imponującym dla mnie, że w tych chwilach, gdy konstytucję lekceważy się, prawo jest traktowane jako instrument większości, wobec mniejszości, jako instrument sprawowania władzy. Setki tysięcy Polaków, te setki garstek czy tysiące garstek - nie wiem, jak telewizja publiczna oceni dzisiejszą frekwencję - ale my, garstka, mówimy - demokracja jest nie tylko w konstytucji, demokracja jest w naszych sercach i umysłach. Nie można Polakom zabrać demokracji - powiedział były prezydent Aleksander Kwaśniewski podczas przemówienia po marszu.

 

"To sukces, że ludzie po raz kolejny wyszli na ulice"

 

Wśród zgromadzonych byli b. prezydenci Bronisław Komorowski i Aleksander Kwaśniewski. Była też m.in. b. premier Ewa Kopacz (PO) i b. liderka Zjednoczonej Lewicy Barbara Nowacka oraz szef Nowoczesnej Ryszard Petru.

 

 

- To sukces, że ludzie po raz kolejny wyszli na ulice - powiedziała podczas marszu Ewa Kopacz. Była premier ma nadzieję, że zwróci on uwagę lidera PiS  Jarosława Kaczyńskiego.

 

Komorowskiemu, który w sobotę obchodzi urodziny, tłum odśpiewał "Sto lat". - Kiedyś, w czasach PRL-u, gdy śpiewało się na imprezach opozycyjnych "Sto lat", to nigdy nie było wiadomo, czy nie chodzi o sto lat więzienia. Mam nadzieję, że dzisiaj to już jest nieaktualne - podziękował b. prezydent.

 

 

"Wolność jest w nas"

 

Lider KOD Mateusz Kijowski powiedział na pl. Bankowym, że w 1989 r. "byliśmy razem, dzisiaj niestety razem już nie jesteśmy". - Bardzo nad tym ubolewam. Jesteśmy narodem, powinniśmy być w stanie przynajmniej ze sobą rozmawiać, ale nie można rozmawiać z ludźmi, których jedynym celem jest pozbawienie nas wolności i przejęcie władzy w państwie w każdym jej aspekcie, niezależnie od tego, czy jest to władza wykonawcza, sądownicza czy ustawodawcza - powiedział Kijowski.

 

Dodał, że zgromadzenie jest po to, by "przypomnieć obecnie nam rządzącym, że wolność jest w nas i że nie pozwolimy na to, żeby ta wolność została nam odebrana".

 

Aleksandra Śniegocka z KOD powiedziała, że jest jej wstyd, jak przez rząd jest teraz odbierana Polska w świecie. - To rządzący powinni się wstydzić za każdym razem, kiedy ustanawiają kolejną ustawę, która knebluje opozycję, która zabiera nam pomału wolność. Rządzący wprowadzili pomiędzy nami mur. Mur pomiędzy rodzinami, mur pomiędzy przyjaciółmi i mur pomiędzy ludźmi, którzy chcą być razem, ponieważ to ojczyzna nas łączy - podkreśliła.

 

- Musimy pokazywać, że to, że jesteśmy różni, że mamy różny światopogląd, nie oznacza, że chcemy mieć Polskę A i Polskę B, tylko dlatego że jakiś człowiek nie potrafi sobie z kompleksami swoimi poradzić - dodała Śniegocka, na co tłum zareagował entuzjastycznie.

 

Odczytano list byłych prezydentów

 

Na początku manifestacji odczytano list b. prezydentów, b. szefów MSZ i opozycjonistów z czasów PRL. "Z niepokojem obserwujemy dziś, jak Europa traci wiarę w swoje marzenia i siły (...). Uwierzmy, że i dzisiaj, tak jak wtedy - wszystko zależy od nas" - napisali b. prezydenci Lech Wałęsa, Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski, b. premier i b. minister spraw zagranicznych Włodzimierz Cimoszewicz, b. ministrowie spraw zagranicznych Andrzej Olechowski, Radosław Sikorski oraz działacze solidarnościowej opozycji Grażyna Staniszewska, Władysław Frasyniuk, Bogdan Lis i Jerzy Stępień - b. prezes Trybunału Konstytucyjnego.

 

Organizatorem marszu - jak zastrzegał przed wydarzeniem Kijowski - jest tylko komitet. W jego przygotowania nie włączały się żadne ugrupowania partyjne czy organizacje.

 

Marsz ruszył później ze względu na urzędników

 

Początkowo sobotni marsz KOD miał rozpocząć się znacznie wcześniej. Jednak, jak mówił Kijowski, z powodu decyzji szefowej KPRM Beaty Kempy, zgodnie z którą 4 czerwca urzędnicy odpracowują 27 maja, czyli dzień wolny po Bożym Ciele, rozpoczęcie przełożono na później.

 

Sobotni marsz KOD w Warszawie jest częścią ogólnokrajowej akcji upamiętniającej wybory z 1989 r. Podobne imprezy mają odbyć się w około 20 miastach w Polsce, a także poza granicami kraju, m.in.: we Francji, w Niemczech, Austrii, Wielkiej Brytanii, USA i Kanadzie.

 

4 czerwca 1989 r. przeprowadzono pierwszą turę częściowo wolnych wyborów parlamentarnych, na zasadach ustalonych podczas obrad Okrągłego Stołu. Wybory okazały się pogromem dla koalicji rządzącej i ogromnym zwycięstwem kandydatów Komitetu Obywatelskiego "Solidarności". Zdobyli oni już w pierwszej turze 160 na 161 możliwych mandatów w ramach puli 35 proc. Zdobyli też zdecydowaną większość mandatów w reaktywowanym Senacie. Wybory do Senatu - w przeciwieństwie do wyborów do Sejmu - były całkowicie wolne. Solidarność zdobyła wówczas 99 ze 100 mandatów senatorskich.

 

polastnews.pl, Polsat News, PAP