Sygnatariuszami odezwy są byli prezydenci, Leonid Krawczuk i Wiktor Juszczenko, a także przywódcy Kościołów prawosławnego (Patriarchatu Kijowskiego) i greckokatolickiego, Filaret i Swiatosław. Apel został wystosowany przed obchodzoną w lipcu 73. rocznicą zbrodni wołyńskiej.


Autorzy odezwy poprosili polityków po obu stronach granicy, by w związku z rocznicą wystrzegali się języka nienawiści i wrogości, który może przyćmić "chrześcijańskie przebaczenie i porozumienie".


"W historii stosunków między Ukraińcami i Polakami jest wiele braterskich, a jednocześnie krwawych wstrząsów. Wśród nich szczególnym bólem i dla Ukrainy, i dla Polski jest tragedia Wołynia i konfliktu polsko-ukraińskiego lat drugiej wojny światowej, w wyniku którego zginęły tysiące niewinnych braci i sióstr" - głosi apel.


"Moskwa prowadzi także walkę przeciwko Polsce"


Zwrócono w nim uwagę, że mimo bolesnej historii Ukraińcy i Polacy powinni nauczyć się żyć jako równi sobie partnerzy i odczuwać odpowiedzialność zarówno za wspólną przeszłość, jak i przyszłość.


"Polska opinia publiczna powinna w pełni uznać samostanowienie ukraińskiej tradycji narodowej za sprawiedliwą i godną szacunku walkę o swoją państwowość i niepodległość" - oświadczono.


Autorzy apelu przypomnieli też o wojnie, prowadzonej przez Rosję przeciwko Ukrainie. "Moskwa prowadzi także walkę przeciwko Polsce i całemu wolnemu światu" - napisali.


Wspólny dzień pamięci ofiar


Poprosili jednocześnie "sojuszników, kierownictwo państwa polskiego i parlamentarzystów" o to, by nie przyjmowali "niewyważonych deklaracji politycznych, które nie pohamują bólu, a jedynie pozwolą naszym wspólnym wrogom na wykorzystanie go przeciwko Polsce i Ukrainie".


"W przededniu wydarzeń rocznicowych, które od lipca rozpoczną się w obu krajach, apelujemy o powrót do tradycji wspólnych odezw parlamentarnych, które nie będą dzielić, lecz jednoczyć nas w pokucie i przebaczeniu. Kierując się duchem braterstwa nawołujemy o ustanowienie wspólnego dnia pamięci ofiar naszej przeszłości oraz wiary w to, że zło nigdy nie powróci" – głosi odezwa.

 

PAP