Pomimo prac nad nową formą abonamentu radiowo-telewizyjnego ustawa go dotycząca ciągle jest w powijakach.

 

Na posiedzeniu sejmowej nadzwyczajnej podkomisji zajmującej sie m.in. skladką audiowizualną doszło w środę do nietypowej sytuacji - o składkę zaczęli się spierać między sobą  politycy PiS. Niezadowolony jest szczególnie resort energetyki.

 

- W trakcie prac nad ustawą w resorcie kultury, choć projekt jest poselski, chyba nie zapytano w ogóle ministra energetyki o zdanie - twierdzi Maciej Tysnicki, ekspert Nowoczesnej biorący udział w pracach podkomisji w rozmowie z polsatnews.pl.

 

Zaskoczeń jest więcej. - Podobno tę ustawę pilotował w klubie poseł Marek Suski (PiS), który z jakiegoś powodu nie przyszedł na podkomisję, choć widziałem go w Sejmie. Członków podkomisji zostawiono samych z tą ustawą. Co więcej, wiceminister Krzysztof Czabański chyba nie do końca pilotował ją ze strony rządu. Moim zdaniem wzięli ustawę, którą ktoś im napisał, i zgłosili ją trochę bezwiednie - mówi Tysnicki.

 

Zapłaci niemal każdy, czyli na razie nie wiadomo kto

 

Główny problem dotyczy ściągalności opłaty. - Przedstawiciel ministerstwa energii bał się wprost nazwać to, co miał na myśli. Ale ogródkami to mówił - kontynuuje Tysnicki.

 

Według niego, rząd nie ma danych dotyczących właścicieli liczników. - W wielu przypadkach kto inny fakturuje energię elektryczną, a kto inny jest właścicielem licznika - mówi ekspert Nowoczesnej. Ponadto nie istnieje w żadnej formie krajowa ewidencja liczników energetycznych.

 

Danych o posiadaczach liczników nie ma także Urząd Regulacji Energetyki. Organizacji, do których mierniki należą, jest ponad sto, a spółek, które sprzedają energię, ponad 400. Częściowo należą one do tych samych grup kapitałowych, a częściowo innych.

 

W efekcie na razie nie wiadomo, w jaki sposób pobierać opłatę audiowizualną. Nierozwiązane pozostają znane problemy dotyczące choćby wielu liczników w firmach, czy tych na działkach. Nie ustalono także żadnego kompromisu w sprawie zwolnień z opłat, co wzbudziło szczególne emocje. - "Pisowcy" w końcu sami między sobą pokłócili się - twierdzi Tysnicki.

 

- Wiemy, że jest problem liczników, które nie wiążą się z mieszkaniem. Wiele pytań jest otwartych i nie ma w tym nic nadzwyczajnego - mówi Świat. Polityk PiS nie potrafił jednak odpowiedzieć, czy w trakcie prac nad poselskim projektem ustawy konsultowano się z ministerstwem energii. Zapytaliśmy o to resort kultury, w którym trwają prace nad projektem. Do tej chwili nie otrzymaliśmy odpowiedzi.

 

Opłata ściągana jak podatek

 

Tysnicki zwraca uwagę na kolejny problem - związany z priorytetem opłat. Opłata audiowizualna ma być doliczana do rachunku za prąd. Przykładowo, jeśli za energię będziemy mieli do zapłacenia 50 zł, dostaniemy rachunek na 65 zł (wg planów PiS opłata za media narodowe ma wynosić 15 zł miesięcznie - red.).

 

- W prawie polskim należności wobec urzędu skarbowego mają wyższy priorytet niż wobec priorytetów komercyjnych. Jak wpłacę 50 zł, a nie 65 zł, to która opłata będzie najpierw naliczana? Tylko za prąd czy opłata audiowizualna? Wg mnie ta druga, bo to należność prawno-podatkowa - przekonuje. W praktyce więc osoba, która nie będzie chciała zapłacić za media, zrobi to, a dodatkowo będzie miała zaległości u dostawcy prądu.

 

Media narodowe: tylko krajowe i tylko chrześcijańskie

 

Partia rządząca zignorowała większość poprawek opozycji dotyczących drugiej ustawy - o mediach narodowych.

 

- Zgłosiliśmy dwa zestawy poprawek - w pierwszym jest zapis o tym, że media narodowe będą promowaly wartości chrześcijańskie, które są podstawą uniwersalnych zasad etyki. Chcieliśmy dodać fragment o poszanowaniu innych światopoglądów i to zostało odrzucone - mówi Tysnicki.

 

PiS odrzucił także poprawkę wnoszącą do mediów narodowych wymóg informowania o elementach integracji europejskiej, a w szczególności o działaniach Unii Europejskiej.

 

Co różni UE od MKOl

 

Na poprawke dot. UE posłowie PiS zareagowali śmiechem. - Poseł Jacek Świat dodał, że przecież UE to taka sama instytucja jak NATO i MKOl, więc dlaczego mamy ją wpisywać do ustawy - opowiada Tysnicki.

 

- W toku dyskusji pewne rzeczy się przerysowuje - broni się Świat. - Chodzi mi o podkreślenie tego, że Polska ma zobowiązania wynikające z uczestnictwa w wielu organizacjach. UE jest szczególna, ale nie widzę powodu, żeby ją wpisywać do ustawy. Mogło to by mieć dziwaczne skutki - kontynuuje.

 

Jakie? - Np. jakiś komisarz europejski mógłby żądać czasu w prime time na wygłoszenie swojego expose. Umówmy się, Polska jest członkiem wielu organizacji i wspólnot międzynarodowych. Ja nie widzę powodu, aby w ustawie o polskich mediach narodowych wyznaczać szczególną rolę Unii Europejskiej - tłumaczy Świat.

 

Według polityka PiS, także kwestia wartości innych niż chrześcijańskie jest opisana wystarczająco, "podobnie jak w konstytucji". - Wpisywanie poszczególnych wartości religijnych nie ma sensu, bo zawsze ktoś mógłby się przyczepić, że czegoś brakuje - wyjaśnia.

 

Jeśli posłowie nie zdążą 

 

W czwartek Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji zdecydowała, że jeśli w przyszłym roku będzie nadal obowiązywał abonament radiowo-telewizyjny to jego stawki pozostaną na niezmienionym poziomie, czyli za używanie odbiorników radiofonicznych trzeba będzie zapłacić 7 zł a odbiornika telewizyjnego lub radiofonicznego i telewizyjnego - 22,70 zł.

 

Opłata abonamentowa jest obowiązkową daniną publiczną  pobieraną przez Pocztę Polską i w całości dzieloną przez KRRiT na potrzeby mediów publicznych.

 

polsatnews.pl