­Zorganizowanie obrony terytorialnej to jeden z priorytetów obecnego kierownictwa MON. W ostatni poniedziałek kwietnia minister Antoni Macierewicz podpisał dokument koncepcyjny w tym zakresie.

 

- Od jesieni - październik, może listopad - rozpocznie się proces naboru ochotników do służby w Wojskach Obrony Terytorialnej. Procedury naboru będą standardowe, tak jak do tej pory. Należy się zgłosić do właściwej ze względu na miejsce zamieszkania Wojskowej Komendy Uzupełnień - zapowiedział pełnomocnik MON ds. tworzenia obrony terytorialnej kraju dr Grzegorz Kwaśniak.

 

Jak dodał, zgłosić się może każdy obywatel, który przejdzie kwalifikację wojskową, która w 2009 r. zastąpiła pobór wobec zawieszenia obowiązkowej służby wojskowej i przejścia na armię zawodową. Co roku kwalifikację przechodzą 19-letni mężczyźni oraz część kobiet, np. studentki uczelni medycznych. Na kwalifikację można się zgłaszać także ochotniczo po ukończeniu 18 lat.

 

Jak powiedział pełnomocnik MON, każdy, kto spełni wymogi związane z kwalifikacją wojskową, przede wszystkim zdrowotne, może się ubiegać o skierowanie na szkolenie na żołnierza obrony terytorialnej. Wymogi zdrowotne - zdaniem Kwaśniaka niewygórowane - będą takie same, jak do tej pory. W tym zakresie koncepcja obrony terytorialnej nie przewiduje zmian.

 

Kogo szuka armia

 

Pytany, jacy kandydaci są najbardziej pożądani przez wojsko, Kwaśniak powiedział, że chodzi przede wszystkim o ludzi, którzy do tej pory interesowali się obroną terytorialną, są członkami różnych organizacji proobronnych lub harcerstwa i "wszystkich ludzi aktywnych, patriotów, którym leży na sercu bezpieczeństwo Polski i chcą w jakiś sposób pomóc w trosce o siebie, swoją rodzinę i o Polskę".

 

Członkowie organizacji proobronnych będą mogli wstępować do Wojsk Obrony Terytorialnej indywidualnie lub grupowo. W tym drugim wariancie, po przejściu odpowiednich testów i egzaminów, będą mogli zostać wcieleni jako drużyna lub pluton do istniejącego już większego pododdziału. Od poziomu plutonu dowódcami pododdziałów i oddziałów obrony terytorialnej mają być jednak żołnierze zawodowi.

 

Wieloetnie szkolenia

 

- Po przejściu kwalifikacji ochotnik wejdzie w nasz system szkolenia, które będzie się odbywało raz, maksymalnie dwa razy w miesiącu. W ciągu kilku miesięcy będzie się on szkolił przez kilkanaście dni, zakończonych złożeniem przysięgi wojskowej. Wtedy zostanie żołnierzem rezerwy z przydziałem do służby w obronie terytorialnej - wyjaśnił Kwaśniak.

 

Jak dodał, będzie to początek trzyletniego cyklu szkolenia, który ma się kończyć egzaminami i osiągnięciem przez żołnierzy pełnej zdolności do działania w razie kryzysu lub wojny. Dla tych, którzy przejdą wszystkie sprawdziany, szkolenie ma być kontynuowane, ale już z mniejszą intensywnością.

 

Jak powiedział Kwaśniak, szkolenie ma obejmować przede wszystkim strzelanie, taktykę dostosowaną do warunków w danym województwie (inna jest taktyka w terenie lesistym jak na Mazurach, a inna w zurbanizowanym jak na Śląsku), zajęcia w terenie z topografii, ochronę i obronę obiektów, rozpoznanie, wychowanie patriotyczne oraz wychowanie fizyczne.

 

Prócz szkolenia w weekendy, przypadającego średnio raz w miesiącu, żołnierze raz w roku mają być kierowani na większe ćwiczenia na poligonie, trwające co najmniej tydzień. Żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej mają być w tym czasie poddani sprawdzeniu i zgrywani w ramach większych pododdziałów i oddziałów.

 

Nie tylko na wojnę

 

Koncepcja MON przewiduje, że w czasie pokoju żołnierze obrony terytorialnej mają być używani w sytuacjach klęsk żywiołowych. - Ponieważ Wojska Obrony Terytorialnej będą rozmieszczone w powiatach, w pierwszej kolejności starosta czy burmistrz na pewno się zwróci do tego, którego ma najbliższej (...) Nasi prawnicy pracują nad tym, żeby to usprawnić, żeby starosta mógł się bezpośrednio zwrócić do dowódcy kompanii obrony terytorialnej, a on, oczywiście informując swojego przełożonego, jak najszybciej mógł udzielić pomocy - powiedział Kwaśniak.

 

Dodał, że w czasie kryzysu militarnego Wojska Obrony Terytorialnej mogą np. zwalczać grupy dywersyjne albo terrorystyczne. Natomiast w czasie wojny ci żołnierze, którzy służą na terenie powiatów i województw, w których będzie się toczyła strategiczna operacja obronna, będą współdziałali z walczącymi na tym obszarze wojskami operacyjnymi.

 

Broń w jednostce wojskowej lub... w każdym domu

 

W sensie formalnym osoby służące w Wojskach Obrony Terytorialnej mają być żołnierzami rezerwy, tyle że przydzielonymi do służby w pododdziałach Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Jak poinformował Kwaśniak, zespół prawników pracuje nad projektami zmian w prawie, przede wszystkim w ustawie o powszechnym obowiązku obrony, gdzie trzeba np. dopisać Wojska Obrony Terytorialnej jako nowy rodzaj sił zbrojnych. Projekt ma być gotowy do wakacji.

 

Rozstrzygnięcia wymaga też kwestia, gdzie będzie przechowywana broń należąca do pododdziałów obrony terytorialnej. Jak powiedział Kwaśniak, rozważany jest pomysł wykorzystania w tym celu komend powiatowych policji, a MSWiA bada swoje możliwości. - Zwróciliśmy się do nich ponad miesiąc temu w tej sprawie i czekamy na wyniki. Nie wiem, jak to wyjdzie, ale w tym gorszym wariancie przewidujemy, że ta broń będzie przechowywana na terenie istniejących już jednostek wojskowych - powiedział pełnomocnik MON. Przyznał, że w takim wypadku na początku oznaczałoby to problem z dojazdami do miejsc magazynowania broni.

 

- Pojawiają się też takie głosy, żeby żołnierze trzymali tę broń w domu. Wiem, że tak w niektórych państwach jest. Osobiście jestem tego zwolennikiem, ale wiem, że to wymaga wielkiej rewolucji nie tylko prawnej, ale i mentalnej. Ciężko powiedzieć, co z tego wyjdzie - dodał Kwaśniak.

 

Ok. 500 zł miesięcznie

 

- Mamy już pewne wyliczenia departamentu budżetowego. Nie zdradzę chyba wielkiej tajemnicy, że najprawdopodobniej będzie tak, że za każdy dzień szkolenia żołnierz będzie otrzymywał prawie 100 zł z tytułu utraconych dochodów i kosztów dojazdu. Na dzień dzisiejszy też tak to jest - każdy rezerwista dostaje te prawie 100 zł na każdy dzień szkolenia i nasz żołnierz (obrony terytorialnej - red.) też będzie dostawał - powiedział Kwaśniak w czwartek podczas rozpoczynających się w Ostródzie (Warmińsko-Mazurskie) pierwszych Targów Proobronnych "Pro Defense 2016".

 

Ponieważ koncepcja przewiduje szkolenie przez dwa dni w miesiącu, żołnierze Wojsk Obrony Terytorialnej będą dostawali niecałe 200 zł miesięcznie z tego tytułu.

 

Ponadto - wyjaśnił Kwaśniak - przewidywany jest dodatek za gotowość. - To będzie prawdopodobnie 300 zł - powiedział.

 

- W sumie, jeżeli ktoś będzie brał udział w szkoleniach, wyrazi gotowość do służby i do działania, to około 500 zł miesięcznie powinien dostać w formie takiego wynagrodzenia za swoją służbę - podsumował Kwaśniak.

 

Plany do końca roku

 

MON zapowiedziało, że pierwsze trzy brygady Wojsk Obrony Terytorialnej powstaną do końca 2016 r. Jak powiedział Kwaśniak, będą one zlokalizowane w województwach podlaskim, lubelskim i podkarpackim. Według pełnomocnika MON do końca roku te brygady mają zostać powołane do życia w sensie formalno-prawnym, a ich dowództwa zostaną ukompletowane i zaczną funkcjonować. W tym czasie mają powstać też cztery bataliony obrony terytorialnej - w Białymstoku, Lublinie, Rzeszowie oraz w Siedlcach. Jeszcze w 2016 r. ma też zostać powołane Dowództwo Wojsk Obrony Terytorialnej.

 

Kwaśniak podkreślił, że jednostki obrony terytorialnej mają przejmować tradycje lokalnych oddziałów Żołnierzy Wyklętych. Przyznał, że w tym zakresie potrzebne będą uzgodnienia wojska ze społecznościami lokalnymi.

 

Wojska obrony terytorialnej mają docelowo liczyć ok. 35 tys. żołnierzy. W ciągu kilku lat MON zamierza utworzyć 17 brygad - po jednej w każdym województwie, a na Mazowszu dwie.

 

PAP