Przekazanie zdjęć gazecie jest najprawdopodobniej odpowiedzią aktorki na oświadczenia ze strony rodziny, znajomych i adwokatów Deppa. Ci zgodnie przyznają, że nie wierzą w twierdzenia o tym, że Heard padła ofiarą przemocy domowej.

 

"Przez wszystkie lata kiedy znałam Jonny'ego nigdy nie był agresywny fizycznie w stosunku do mnie. To nie pasuje do mężczyzny, z którym żyłam przez 14 wspaniałych lat" - oświadczyła Vanessa Paradis, z którą aktor był wcześniej w długoletnim nieformalnym związku i z którą ma dwoje dzieci.

 

 

Oprócz zdjęć, na swojej stronie internetowej magazyn "People" opublikował również wymianę smsów między Heard i Stephenem Deutersem (asystentem Johnny'ego Deppa).

 

Konwersacja dotyczyła incydentu z maja 2014 roku, kiedy to Depp miał kopnąć partnerkę. W jednym z smsów Heard napisała m.in.: "On to robił już wielokrotnie. Tokio, wyspa, Londyn (pamiętasz to?!?), a ja zawsze zostawałam. Zawsze wierzyłam, że się poprawi... I później po mniej więcej trzech miesiącach, byłam znowu w tym samym miejscu".

 

 

O całej sprawie zrobiło się głośno w poniedziałek, gdy aktorka złożyła papiery rozwodowe. Na rozprawę przyszła z obrzękiem twarzy i twierdziła, że była ofiarą fizycznej przemocy ze strony męża. Do sieci wrzuciła natomiast zdjęcie, na którym widać było obrażenia na jej twarzy.

 

31-latka oskarżyła Deppa o to, że podczas kłótni rzucił w nią jej telefonem komórkowym, który uderzył ją w policzek i oko. Depp miał również ciągnąć ją za włosy, krzyczeć i zadawać jej ciosy.

 

 

"Johnny nie będzie odpowiadał na żadne fałszywe historie, plotki i kłamstwa na temat jego życia" - napisano w oświadczeniu jakie przedstawili adwokaci aktora. Sąd wydał już, minimum do czasu rozprawy, tymczasowy zakaz zbliżania się Deppa do żony.

 

polsatnews.pl, people.com, variety.com