Polacy zaserwowali kibicom kolejny horror. To drugi mecz w Tokio, w którym w setach przegrywali 0:2, by ostatecznie zwyciężyć 3:2. Poprzednio taki scenariusz miał miejsce w spotkaniu z Francją. Teraz, po czwartym triumfie z rzędu, już tylko krok dzieli ich od awansu do igrzysk. Wystarczy wygrać czwartkowy mecz z Wenezuelą, która na razie na koncie nie ma nawet jednego punktu.

 

Fatalny początek

 

 

Początek środowej potyczki nie był łatwy dla podopiecznych Stephane'a Antigi. W pierwszym secie mieli aż 12 błędów własnych przy sześciu rywali. Ataki Bartosza Kurka były powstrzymywane przez wysoki, chiński blok. Michał Kubiak robił co mógł, a Grzegorz Łomacz, podobnie jak dzień wcześniej, często aktywował Marcina Możdżonka, który zdobywał punkty blokiem. To jednak nie wystarczyło. Po grze na przewagi to przeciwnicy się cieszyli z wygranej 28:26.

 

 

To im tylko dodało skrzydeł i pewności siebie. W drugiej partii szli jak burza, po każdej akcji cieszyli się, jakby wygrali już mecz. Bardzo swobodnie czuli się na środku, seriami potrafili zdobywać punkty, a Polacy często mylili się chociażby w polu zagrywki. W efekcie biało-czerwoni przegrali do 20.

 

Przebudzenie

 

 

Całkowicie inaczej wyglądały trzy kolejne partie. Zwycięstwo Polaków w żadnym z setów nie było zagrożone, a dotychczas szczelny chiński blok nagle skutecznie był obijany. Doskonale zagrał Kurek, który po krótkiej przerwie wrócił z nowymi siłami. Zwłaszcza w polu serwisowym przestał się mylić, a jego ataki były nie do obrony.

 

 

Kurek był też najlepiej punktującym zawodnikiem w całym meczu - zdobył 22 oczka, ale na słowa uznania zasłużył też Możdżonek. Kolejne sety biało-czerwoni wygrali do 16 i 17, a tie-break do 10.

 

 

Wcześniej zawodnicy Stephane'a Antigi pokonali Kanadę i Francję po 3:2 oraz Japonię 3:0.

 

 

W Tokio o przepustkę olimpijską walczy osiem zespołów. Awansują trzy najlepsze i jedna drużyna z Azji. Rywalizacja systemem każdy z każdym potrwa do 5 czerwca i jest to ostatnia okazja, by dostać się na igrzyska.

 

PAP