Obecnie Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo (PGNiG) kupuje od Gazpromu 10,2 mld metrów sześciennych gazu rocznie (w ubiegłym roku było to ok. 8 mld m sześć.). To największa część rocznego zapotrzebowania na gaz w Polsce, które wynosi ok. 15 mld m sześć. Różnicę pokrywają dostawy z giełdy niemieckiej.

 

- Będziemy zmierzać do sytuacji, w której kontrakt długoterminowy odejdzie do przeszłość. Jeśli cena rosyjskiego gazu będzie dostatecznie konkurencyjna, nie wykluczamy jego zakupu, ale zdecydowanie nie w ramach kontraktu długoterminowego - powiedział w poniedzialek Naimski, pełnomocnik rządu ds. Strategicznej Infrastruktury Energetycznej, odpowiedzialny za sieci przesyłowe gazu i energii elektrycznej podczas ostatniego Szczytu Inwestycji w Europie Wschodniej zorganizowanego przez agencję Reuters.

 

Podkreślił, że dzięki terminalowi do odbioru gazu skroplonego LNG w Świnoujściu Polska będzie mogła importować do 5 mld m sześć. gazu rocznie, a dzięki planowanej budowie gazociągu z Norwegii do Polski sprowadzać kolejne 10 mld metrów sześć. gazu rocznie. 

 

Z kolei PGNiG poinformowało, że celem strategicznym firmy jest "realna dywersyfikacja źródeł i kierunków dostaw gazu z importu". Dlatego zamierza "w najbliższej przyszłości oprzeć portfolio importowe gazu na dostawach LNG i dostawach z zachodu i północy Europy, które oferowane są na stabilnych warunkach rynkowych".

 

Gazprom zdziwiony, ale chce rozmawiać 

 

Podczas wtorkowej konferencji prasowej w Moskwie wiceprezes państwowego koncernu Aleksandr Miedwiediew oznajmił, że znana jest mu deklaracja polskiego ministra, ale nie kryje w związku z nią zdumienia.

 

- Każdemu oczywiście wolno wybierać, jak będzie kupował gaz i zabezpieczał konkurencyjność gospodarki - powiedział Miedwiediew. -  Ale chcę przypomnieć, że całkiem niedawno dostawy zostały na prośbę Polski  zwiększone. Poza tym znaczna część terytorium Polski dotychczas nie została zgazyfikowana i prowadziliśmy swego czasu rozmowy z polskimi kolegami, w jaki sposób zabezpieczyć potrzeby związane z brakiem gazu w dużej części kraju - dodał.

 

Zastrzegł również, iż obecny kontrakt jest realizowany zgodnie z wcześniejszymi postanowieniami.

 

Szefowa spółki Gazprom Eksport Jelena Burmistrowa oświadczyła z kolei, że "politycy zmieniają się bardzo często, a obywatele będą podejmować decyzję kierując się zasadą gospodarczej racjonalności". Wyraziła opinię, że logistyka i geografia dostaw z Rosji zawsze będzie konkurencyjna.

 

Odnosząc się do postępowania arbitrażowego zainicjowanego przez stronę polską, Miedwiediew powiedział, że "jego rozpoczęcie nie oznacza przerwania rozmów". - Jeśli mnie zapytacie, czy istnieje możliwość niearbitrażowego uregulowania kwestii cenowej, to ja odpowiem, że istnieje - dodał.

 

PGNiG złożyło 1 lutego pozew przeciw spółkom Gazprom i Gazprom Export w postępowaniu przed Trybunałem Arbitrażowym z siedzibą w Sztokholmie. Chodzi o ceny gazu w kontrakcie długoterminowym. Jak wyjaśniała gazowa spółka, prowadzone przez nią działania mają na celu "dostosowanie kontraktu długoterminowego z 1996 r. do sytuacji na europejskim rynku gazu ziemnego".

 

"Polacy wywierają presję"

 

Według rosyjskich mediów, Polska nie zamierzając przedłużać kontraktu wywiera presję na Gazprom.  

 

- Oczywiście media rozpatrują to w dwóch kategoriach. W jednej chodzi o to, że Polakom z czysto ekonomicznych powodów się to nie opłaca. Ceny na rynku zakupów jednorazowych, krótkoterminowych są dużo niższe, niż w kontraktach długoterminowych, które Gazprom zawsze forsuje z pozycji monopolisty - wyjaśnił korespondent Polsat News w Moskwie Tomasz Kułakowski.

 

Jak dodał, media twierdzą, że pozycja Gazpromu powoli się kończy, a model gospdoarczy Rosji, oparty o dochody ze sprzedaży surowców naturalnych, już się wyczerpuje.

 

- Media piszą o końcu hegemonii Gazpromu, dyktatu cen, konieczności dostosowywania się. To wpisuje się w ogólny klimat: do władz chyba zaczyna docierać, że model "petro-state" (czyli kraju uzależnionego od sprzedaży ropy red.) ostatecznie się wyczerpał i nie będzie już powrotu do pięknych czasów, gdy ropa kosztowała 100-120 dolarów za baryłkę - wyjaśnił reporter Polsat News.

 

Polsat News, PAP