Powodem strajku na kolei, którego daty zakończenia nie podano, jest przede wszystkim brak porozumienia związkowców z zarządem w sprawie czasu pracy kolejarzy. Ale CGT dopisała do postulatów także wycofanie się rządu z planów kontrowersyjnej reformy.

 

AFP pisze, że trwająca od tygodni fala protestów zamieniła się teraz "wojnę na wyniszczenie". CGT zapewnia, że nie ma zamiaru pogrążyć kraju w chaosie przed rozpoczynającymi się 10 czerwca mistrzostwami Europy w piłce nożnej. "Jeśli rząd jutro powie: rozmawiamy, to nie będzie strajku" - obiecuje związek, zapowiadając jednocześnie, że "obecny tydzień będzie tygodniem największej mobilizacji od trzech miesięcy".

 

Wyłączenia prądu w związku ze strajkiem w elektrowniach

 

Kontynuowany będzie strajk na kolei. Ponadto już na środę wieczór zapowiedziano pierwsze wyłączenia prądu w związku z rotacyjnym strajkiem w elektrowniach atomowych. Związkowcy sektora energetycznego chcą wstrzymać dostawy prądy do wybranych odbiorców państwowych i siedzib organizacji pracodawców popierających reformę. Konieczny będzie import energii elektrycznej z zagranicy. W czwartek ma się zacząć nieograniczony czasowo strajk paryskiej komunikacji publicznej. W piątek zaczną strajkować kontrolerzy lotów.

 

Rząd odmawia wycofania się z reformy. - Cofnięciem się byłoby politycznym błędem - powiedział premier Manuel Vals. Także prezydent Francois Hollande powtarza, że nie wycofa reformy, która trafiła teraz do akceptacji przez Senat.

 

Kryzys paliwowy w całej Francji

 

Tymczasem wciąż nie jest zażegnany kryzys z zaopatrzeniem w paliwo, który skłonił nawet władze do sięgnięcia po zapasy strategiczne. Strajkuje pięć z ośmiu francuskich rafinerii, gdzie produkcja jest wstrzymana całkowicie lub częściowo, a także terminale paliwowe w Hawrze, które zaopatrują w naftę paryskie lotniska Roissy i Orly. Koncern paliwowy Total oszacował w wewnętrznym dokumencie, że strajki przynoszą straty rzędu kilkudziesięciu milionów dolarów tygodniowo.

 

Protest przeciwko reformie prawa pracy

 

Fala protestów jest reakcją na forsowanie przez socjalistyczny rząd prezydenta Hollande'a niepopularnej reformy prawa pracy. Otwiera ona drogę do przedłużenia tygodnia pracy z obecnych 35 do 48 godzin, a dnia pracy w różnych przypadkach do 12 godzin. Rząd uzasadnia potrzebę liberalizacji kodeksu pracy koniecznością przystosowania francuskich przedsiębiorstw do międzynarodowej konkurencji.

 

Projekt zmian w ustawodawstwie przewiduje też pewne ułatwienia dla pracodawców dotyczące zwolnień i związanych z nimi odpraw, a także osłabienie praw związkowych, by zaradzić rekordowemu bezrobociu sięgającemu 10 proc.

 

Zgodnie z uprawnieniami przewidzianymi w konstytucji rząd przyjął ustawę mimo braku poparcia w izbie niższej parlamentu.

 

PAP