"Strajk stawia pod znakiem zapytania przyszłość Centrum Zdrowia Dziecka"

Polska

- Sytuacja w Centrum Zdrowia Dziecka, gdzie trwa strajk pielęgniarek, jest efektem wieloletnich zaniedbań i owocem konfliktu, z którym nie radzili sobie poprzedni ministrowie - ocenił minister zdrowia Konstanty Radziwiłł. Jego zdaniem protest naraża placówkę na pogłębianie się problemów, stawiając pod znakiem zapytania jej przyszłość. Zastrzegł jednak, że resort nie ma planu jej rozwiązania.

Minister na dzisiejszej konferencji na temat sytuacji z CZD przekonywał, że czas protestu pielęgniarek, to bardzo pracowite dni dla niego i jego pracowników. Duża część wysiłku w tych dniach była skierowana na zabezpieczenie pacjentów. - Mogę powiedzieć, że to się udało. Rozmieszczono ich w innych szpitalach - poinformował.

 

Przedstawił kalendarz działań resortu i dyrekcji szpitala wobec strajku. Ministerstwo zapewniło m.in. dwóch mediatorów i pozostaje w stałym kontakcie z dyrekcją oraz związkami zawodowymi pielęgniarek.

 

"Dług Centrum systematycznie rósł"

 

Szef resortu zdrowia zauważył, że trudna sytuacja Centrum nie rozpoczęła się z dniem 17 maja (pielęgniarki poinformowały wtedy o zamiarze strajku - red.), tylko znacznie wcześniej. Jego zdaniem dług placówki był na poziomie do zaakceptowania do 2007 roku, kiedy wynosił 68 mln zł. W 2008 wyniósł już 106 mln zł, a później "systematycznie rósł". W 2015 r osiągnął  312 mln zł.

 

- Obecne kierownictwo MZ i rząd nie mają z tym nic wspólnego. To są lata, w których ministrem była Ewa Kopacz, Bartosz Arłukowicz i Marian Zembala - powiedział Radziwiłł.

 

W jego ocenie w tej sytuacji "wyjątkowo nieprzyzwoicie brzmią ataki posła Arłukowicza, który w 2013 r. zarządził kontrolę w CZD". - Wynikło z niej bardzo dużo nieprawidłowości i nic specjalnego się nie wydarzyło - stwierdził Radziwiłł.

 

Jego zdaniem konflikt, który zakończył się strajkiem, rozpoczął się ponad rok temu.

 

- To, co się zrealizowało obecnie, jest owocem tego konfliktu, z którym zupełnie nie radzili sobie poprzedni ministrowie. Czynienie mi osobiście, czy obecnemu kierownictwu resortu, zarzutu, że mamy strajk, jest absurdem - mówił minister.

 

- Sytuacja z jaką mamy do czynienia w CZD jest efektem zaniedbań wieloletnich - zaznaczył szef resortu zdrowia. Ocenił też, że przyszłości placówki zagrażają ci, którzy narażają ją na straty. - Te po kilku dniach strajku sięgają kilku milionów złotych - stwierdził Radziwiłł.

 

Zastrzegł, że jeśli strajk będzie się przedłużać, kłopoty CZD będą narastać.

 

- Minister zdrowia nie chce być likwidatorem Centrum, ale działania pielęgniarek każą z troską myśleć o jego przyszłości - dodał.

 

Minister podkreślił, że kwestię podwyżek dla pielęgniarek należy rozpatrywać, w szerszym kontekście, zwracając uwagę również na sytuację innych pracowników medycznych.

 

Siódmy dzień strajku

 

Strajk pielęgniarek i położnych w Instytucie "Pomnik - Centrum Zdrowia Dziecka" trwa od niemal tygodnia - od 24 maja, kiedy to personel, domagając się podwyżek i zwiększenia obsady kadrowej, zdecydował się na odejście od łóżek pacjentów. Od tego czasu - z krótkimi przerwami - prowadzone są negocjacje.

 

CZD jest jednym z największych specjalistycznych szpitali pediatrycznych w Polsce. Realizuje świadczenia zdrowotne dla dzieci i młodzieży z zakresu lecznictwa szpitalnego, ambulatoryjnego oraz rehabilitacji. W połowie grudnia 2015 r. minister skarbu państwa pozytywnie rozpatrzył wniosek CZD dot. udzielenia 100 mln zł pożyczki. Została ona uruchomiona w styczniu 2016 r. z Funduszu Restrukturyzacji Przedsiębiorców.

 

Prokuratura Okręgowa Warszawa-Praga podjęła czynności sprawdzające ws. CZD, wskutek pisemnego wystąpienia Rzecznika Praw Dziecka Marka Michalaka. Zawiadomił on o możliwości narażenia życia i zdrowia przebywających w CZD pacjentów, z uwagi na strajk pielęgniarek.

 

polsatnews.pl, PAP

 

 

ml/luq/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze