Kort im. Suzanne Lenglen należy do najwolniejszych spośród obiektów, na których toczy się rywalizacja we French Open, co nie jest korzystne dla Radwańskiej ze względu na jej styl gry. Po raz drugi z rzędu jednak 27-letnia Polka zanotowała na nim zwycięstwo.

 

Przed piątkowym spotkaniem podkreślała, że Strycova to zawodniczka kompletna i by odnieść nad nią zwycięstwo, będzie musiała się wykazać cierpliwością. Wydaje się jednak, że to właśnie pośpiech był w inauguracyjnej odsłonie głównym wrogiem Czeszki, która czasem zbyt szybko chciała zakończyć akcję.

 

 

 

Krakowianka, podobnie jak dwa dni wcześniej w meczu z Francuzką Caroline Garcią, zaczęła od straty podania i przełamania powrotnego. Strycova w drugim gemie raz rzuciła nawet desperacko rakietą, licząc, że w jakiś sposób uda jej się podbić piłkę, ale bezskutecznie. Po chwili jeszcze do Polki uśmiechnęło się szczęście - piłka prześlizgnęła się po siatce i w ten sposób przeszła na stronę rywalki.

 

 

Obie zawodniczki grały w tej części spotkania sporo z głębi kortu. Czeszka starała się atakować, nie mając nic do stracenia, ale nie przynosiło to skutku. Wiceliderka światowej listy zaś po raz kolejny udowodniła, że dobrze czuje się w defensywie - obroniła dwa "break pointy". Później grało się jej znacznie łatwiej - nie oddała już przeciwniczce ani jednego gema. W ostatniej akcji Strycova posłała piłkę w siatkę.

Coraz większe zdenerwowanie Czeszki

 

 

W kolejnej odsłonie Polka kontynuowała dobrą passę, a Czeszka zdenerwowaniem reagowała na kolejne swoje błędy. Przy stanie 3:0 nastąpiła powtórka ze spotkania z Garcią - rywalka Radwańskiej zaczęła odrabiać straty. W czwartym gemie miała miejsce wymiana, za którą obie zawodniczki dostały gromkie brawa. Nie brakowało w niej ślizgów, gry w parterze i przy siatce. Górą była Strycova. - Mamy tu dwie Ninje - skomentowano na turniejowym blogu, odwołując się do przezwiska Polki.

 

 

Po tej akcji krakowianka jeszcze się uśmiechała, ale nie było jej już do śmiechu, gdy rywalka wygrała pięć gemów z rzędu. Druga rakieta świata doprowadziła do remisu i dzięki skutecznemu serwisowi po chwili wyszła na prowadzenie 6:5. Kibice obejrzeli jednak tie-breaka. W nim tenisistki ponownie popisały się efektowną akcją, podobną do tej z czwartego gema. Tym razem zapunktowała w niej Polka. Chwilę później prowadziła 5-3, ale roztrwoniła przewagę i pozwoliła rywalce doprowadzić do wyrównania w całym pojedynku.

 

 

Wypuszczenie szansy na zwycięstwo w dwóch partiach zmobilizowało Radwańską. Jak we wcześniejszej odsłonie zaczęła od wygrania trzech kolejnych gemów. Czeszka coraz bardziej się denerwowała. Co prawda po chwili niżej notowana z zawodniczek zmniejszyła straty, ale Polka po raz drugi nie popełniła tego samego błędu. Wygrała 6:2. W tej partii u żadnej z tenisistek własne podanie nie było atutem. Doszło aż do ośmiu przełamań.

 

Piąty awans do 1/8 finału French Open

 

 

Mecz trwał dwie godziny i 29 minut. Zawodniczki te zmierzyły się wcześniej czterokrotnie i za każdym razem lepsza była podopieczna Tomasza Wiktorowskiego.

 

 

Radwańska po raz piąty w karierze awansowała do 1/8 finału French Open. Na tej fazie zmagań zatrzymała się w latach 2008-09 i 2011, a w 2013 roku dotarła rundę dalej. Zajmująca 33. miejsce w rankingu WTA Strycova już zanotowała najlepszy wynik w historii swoich startów w Paryżu. W 2004 roku odpadła w drugiej rundzie, a później przegrywała mecz otwarcia lub nie przechodziła kwalifikacji.

 

 

W kolejnej rundzie Polka zmierzy się ze 102. w rankingu WTA Pironkową, która w piątek pokonała rozstawioną z "19" Amerykankę Sloane Stephens 6:2, 6:1. Potrzebowała na to tylko 51 minut. Krakowianka zaliczyła dotychczas 12 konfrontacji z Bułgarką, z czego 10 rozstrzygnęła na swoją korzyść. Czterokrotnie rywalizowały na kortach ziemnych. Za każdym razem lepsza była Radwańska.

 

 

W grze pojedynczej Polskę reprezentowała jeszcze Magda Linette, ale w pierwszej rundzie przegrała ze Szwedką Johanną Larsson.

 

PAP