Attaporn Boonmakchuay z Chachoengsao niedaleko Bangkoku siedział na toalecie, gdy nagle poczuł silne ukąszenie w penisa. Okazało się, że zaatakował go trzymetrowej długości pyton, który wyłonił się z czeluści kanalizacji. Na dodatek żarłoczny gad nie chciał puścić swojej ofiary.

 

Półgodzinna walka o uwolnienie


Krzyczącemu z bólu mężczyźnie na pomoc ruszył sąsiad, którego wezwała żona zaatakowanego meżczyzny. Jednak wąż nie chciał rozluźnić uścisku. Walka o uwolnienie się z paszczy gada trwała ponad pół godziny. Nie pomogło użycie liny i noża. Dopiero, gdy wąż nieco osłabł, udało się rozchylić jego paszczę i uwolnić nieszczęśnika. 

 

Rana goi się dobrze


Attaporn Boonmakchuay trafił do szpital, ale jego życiu nie zagraża już niebezpieczeństwo. 

 

- Miał dużo szczęścia. Rana goi się dobrze i wkrótce mężczyzna powinien móc wrócić do domu - powiedział dr Chutima Pinchareon, dyrektor szpitala, do którego trafił ukąszony. Lekarz dodał, że zagrożenie życia ofiary było spore, gdyż wąż mógł zainfekować drogi moczowe. - Byłby to duży problem - zauważył dr Pinchareon.

 

Wąż uwolniony i wypuszczony

 

Mężczyźnie po spotkaniu z wężem pozostanie trzycentymetrowa rana.

 

Wąż przeżył długotrwałą walkę z ludźmi. Ratownicy usunęli go z wc, rozbijając wcześniej instalację sanitarną młotami. Następnie wypuścili go na wolność.
 

Duże węże często widywane są w Tajlandii, nawet w obszarach miejskich, zwłaszcza na początku pory deszczowej, gdy migrują z zalanych pól w bardziej suche rejony.

 

AP, polsatnews.pl