W ostatnich dniach nad Sekwaną toczyło się wiele debat o bezpieczeństwie podczas Euro 2016. Impuls dały wydarzenia z sobotniego finału Pucharu Francji, który rozgrywany był na głównej arenie zbliżającej się imprezy. Komuś udało się wnieść na obiekt materiały pirotechniczne.

 

Organizatorzy uspokajają: nie ma powodu do zmartwień


- Wszyscy byli tym bardzo zaskoczeni. Oficjalnie przy obsłudze tego spotkania pracowało wielu ochroniarzy i niemożliwym miało być wniesienie takich rzeczy. Tymczasem mieliśmy race i pokaz fajerwerków. Pierwsza reakcja była bardzo krytyczna. Pojawiły się głosy, że nic nie jest gotowe i to tak w ważnej kwestii jak bezpieczeństwo. Dyrektor komitetu organizacyjnego uspokajał, że nie ma powodu do zmartwienia, ale nieco negatywne wrażenie pozostało - powiedział telewizyjny ekspert piłkarski Philippe Doucet.


Znacznie większy wpływ na działania organizatorów i opinię publiczną miał jednak jesienny zamach terrorystyczny w Paryżu. Później systematycznie zapewniano o tym, że impreza, która rozpocznie się 10 czerwca, będzie bezpieczna i informowano o zwiększeniu sumy przeznaczonej na ochronę i liczby ludzi pracujących podczas niej.

 

W środę francuski minister spraw wewnętrznych Bernard Cazeneuve poinformował, że łącznie będzie to ponad 90 tysięcy osób, w tym m.in.: policjanci, przedstawiciele żandarmerii, pracownicy prywatnej ochrony i żołnierze.

 

"Co ma się stać, to się stanie"


Cazeneuve w wywiadzie udzielonym dziennikowi sportowemu "L’Equipe" zaznaczył, że państwo zrobi wszystko, by zapewnić bezpieczeństwo uczestnikom turnieju, ale to nie oznacza, że uda się całkowicie wyeliminować ryzyko tragicznego wydarzenia. Nieco tonować niepokój stara się także Doucet.


- Jeśli chodzi o moje zdanie na temat zdarzenia z finału krajowego pucharu, to jak masz stadion na 80 tys. osób, to nie sposób być pewnym, że nic się nie zdarzy, nawet mimo licznych kontroli. Sprawdzenie dokładnie wszystkiego trwałoby godzinami. Ale jestem pewny, że zapewnienie bezpieczeństwa będzie stało na wysokim poziomie. Musimy nabrać trochę dystansu, jest we Francji takie powiedzenie "co ma się stać, to się stanie". Oby nie doszło do tego, że ludzie nie przyjdą na stadiony, bo będą się bali - zastrzegł dziennikarz.


Jak dodał, przy okazji piłkarskich ME wprowadzono dodatkowe restrykcje w porównaniu z innymi imprezami sportowymi, które odbywały się dotychczas we Francji.

 

"Świat się zmienił"


- W obszarze dookoła stadionów będą mogły przebywać tylko osoby z biletami. Zastosowana zostanie także oczywiście rewizja osobista. To rozwiązania, których wcześniej nie stosowano. Nie było tego także podczas mundialu w 1998 roku. Teraz jest znacznie większy nacisk na środki bezpieczeństwa niż 18 lat temu, ale też nie sądzę, by wynikało to tylko z jesiennych zamachów. Świat się zmienił i generalnie na imprezach sportowych jest teraz więcej ochrony - zaznaczył.

 

Ekspert piłkarski zwrócił też uwagę na znaczenie Stref Kibica w kontekście bezpieczeństwa podczas Euro 2016.


- Będzie tam mnóstwo ludzi przez wiele godzin. Sporo dyskutowano w naszym kraju o tym. Organizatorzy wspólnie doszli do wniosku, że nie można z nich zrezygnować, a coś złego może stać się wszędzie i nie ma znaczenia, czy będzie to w Strefie Kibica, czy na ulicy. Zmieniono jednak strategię - bo pierwotnie miała ona być blisko stadionu, ale mniej więcej miesiąc temu zdecydowano, by znajdowała się dalej od obiektu. Obawiano się, że jeśli będzie tuż obok, to będzie to zbyt duże wyzwanie dla ochrony - analizował Doucet.

 

"L’Equipe": najgroźniejsi są polscy pseudokibice


Cazeneuve za trzy główne zagrożenia podczas imprezy uważa: terroryzm, chuliganizm i ruchy protestacyjne. Drugiemu zagadnieniu sporo miejsca poświęcił na swoim łamach ostatnio "L’Equipe". Przypomniano starcia angielskich pseudokibiców z policją w Marsylii podczas MŚ w 1998 roku.

 

Zaznaczono też, że podczas poprzedniej edycji ME, której gospodarzami były Polska i Ukraina, doszło do wielu zamieszek, których inicjatorami byli chuligani. Do tekstu załączono zdjęcie z bijatyk polskich i rosyjskich pseudokibiców w Warszawie w 2012 roku przed meczem grupowym tych drużyn. Zamieszczono także listę spotkań podwyższonego ryzyka zbliżającego się turnieju. Wśród nich są dwa pojedynki grupowe biało-czerwonych - z Niemcami i Ukraińcami.


Wyliczono też spośród uczestników imprezy kraje, w których problem chuliganizmu jest największy. W tym gronie - poza Polakami - znaleźli się również: Rosjanie, Chorwaci, Ukraińcy, Słowacy, Węgrzy, Czesi, Anglicy, Niemcy, Turcy oraz Belgowie. W gazecie zamieszczono także wywiad z Anglikiem Geoffem Pearsonem. Autor książek o pseudokibicach w Europie ocenił, że ryzyko incydentów z udziałem wspomnianych grup podczas turnieju jest bardzo duże. Jego zdaniem najgroźniejsi pod tym względem wydają się Polacy.

 

Ekspert apeluje o zdrowy rozsądek


"L’Equipe" opisał w ostatnich dniach też przygotowania do Euro 2016 GIGN - elitarnego oddziału antyterrorystycznego tamtejszej żandarmerii, przypomniał kwietniowe symulacje niebezpiecznych wydarzeń na ulicach francuskich miast oraz podał szczegóły dotyczące rozbudowanej ochrony "Les Bleus" podczas imprezy.


Niektórzy czytelnicy uznali to za dobre rozwiązanie. Jeden z nich wyraził nawet nadzieję, że tekst o chuliganach przeczytał szef krajowej policji. Inni odbiorcy jednak zwrócili uwagę, że taka dawka materiałów może wywołać wręcz panikę wśród kibiców.


- Widzę tu jeszcze siedem innych artykułów o możliwych zagrożeniach podczas Euro! A raczej o tym, jak przestraszyć ludzi. Absurd - ocenił internauta.


Zdrowy rozsądek przy pisaniu i mówieniu o potencjalnym niebezpieczeństwie zalecił także Doucet.


- Dużym problemem dla turnieju byłoby, gdyby obcokrajowcy wrócili szybko do domu, bo będą czuli napięcie i strach - podkreślił.


PAP