Według szacunków policji w Paryżu manifestowało 18-19 tys. osób, natomiast zdaniem centrali związkowej FO (Siła Robotnicza) w proteście wzięło udział ok. 100 tys. demonstrantów. Biorący udział w paryskiej demonstracji zamaskowani osobnicy rozbijali witryny sklepów. Policja użyła gazu łzawiącego; zatrzymano co najmniej 16 ludzi. Kilka osób odniosło rany, w tym policjant.


Z kolei w Bordeaux, na południowym zachodzie Francji, ok. 100 osób zaatakowało posterunek policji, rzucając w jego kierunku kamieniami; zniszczony został radiowóz. Do podobnych incydentów doszło też m.in. w Nantes. Jak informuje na swej stronie internetowej dziennik "Le Figaro", w wielu miastach jest napięta sytuacja.


- Nie można zaakceptować blokady kraju" i w ten sposób "atakować gospodarczych interesów państwa - oświadczył premier Valls.


Reforma zostanie przeprowadzona "do końca"


W odpowiedzi na postulaty związkowców Valls powiedział w czwartek, że widzi możliwość "wprowadzenia modyfikacji" w projekcie forsowanej przez rząd ustawy, choć jeszcze w niedzielę zapowiadał, że mimo protestów kontrowersyjna reforma prawa pracy zostanie przeprowadzona "do końca". W czwartkowej wypowiedzi dla telewizji BFM nie uściślił jednak, o jakie zmiany może chodzić, podkreślił za to, że istota proponowanych zmian w prawie pracy pozostanie niezmieniona.


Fala protestów i strajków, która od kilku miesięcy przetacza się przez całą Francję, częściowo paraliżując państwo, jest reakcją na forsowanie przez socjalistyczny rząd prezydenta Francois Hollande'a niepopularnej reformy prawa pracy. Otwiera ona drogę do przedłużenia tygodnia pracy z obecnych 35 do 48 godzin, a dnia pracy w różnych przypadkach do 12 godzin. Rząd uzasadnia potrzebę liberalizacji kodeksu pracy koniecznością przystosowania francuskich przedsiębiorstw do międzynarodowej konkurencji.


Projekt zmian w ustawodawstwie przewiduje też pewne ułatwienia dla pracodawców dotyczące zwolnień i związanych z nimi odpraw, a także osłabienie praw związkowych, by zaradzić rekordowemu bezrobociu sięgającemu 10 proc. Zgodnie z uprawnieniami przewidzianymi w konstytucji rząd przyjął ustawę mimo braku poparcia w parlamencie.

 

PAP