Sąd orzekł ponadto środek zapobiegawczy wobec Mariusza L. w postaci umieszczenia go w "odpowiednim zakładzie psychiatrycznym". Decyzja sądu jest zgodna w całości z wnioskiem prokuratury. Uzasadnienie orzeczenia było niejawne, podobnie jak całe postępowanie sądowe w tej sprawie.

 

Orzeczenie nie jest prawomocne.

 

Obrońca mężczyzny Tomasz Tuturusz powiedział dziennikarzom, że nie wyklucza złożenia zażalenia. - Decyzja w tej sprawie należy do mojego klienta. Ja oceniam orzeczenie sądu jako niewłaściwe. Lepsze byłoby skierowanie podejrzanego na terapię odwykową - dodał.

 

Uderzał kamieniem w głowę dziecka

 

Ciało 5-letniej dziewczynki znaleziono w połowie kwietnia 2015 r. w parku w Gdańsku-Brzeźnie. Dziecko zmarło od kilkukrotnych uderzeń kamieniem w głowę. Kilka godzin po znalezieniu ciała, zatrzymano Mariusza L., ojca dziewczynki. Mężczyzna, który nadużywał alkoholu i narkotyków, przyznał się do zabójstwa, przebywa w areszcie.

 

Pierwszy zespół biegłych po kilkutygodniowej obserwacji mężczyzny uznał, że mężczyzna w chwili popełniania zabójstwa był niepoczytalny. Ocenili jednocześnie, że podejrzany - jeśli podejmie leczenie - nie będzie stanowił zagrożenia dla społeczeństwa. Lekarze ocenili, że mężczyzna mógłby leczyć się stacjonarnie, w warunkach ambulatoryjnych. Biegli nie widzieli konieczności zastosowania środka zabezpieczającego w postaci umieszczenia mężczyzny w zamkniętym zakładzie psychiatrycznym.

 

Prokuratura uznała tę opinię za "wewnętrznie sprzeczną i niejasną" i zdecydowała się zasięgnąć opinii innego zespołu biegłych.

 

Drugi zespół biegłych psychiatrów uznał, że podejrzany w chwili popełniania czynu był niepoczytalny - nie miał możliwości rozpoznania znaczenia czynu i pokierowania swoim postępowaniem. Jednocześnie stwierdzili, iż aktualny stan zdrowia psychicznego mężczyzny wymaga poddania go leczeniu w zamkniętym zakładzie leczenia psychiatrycznego.

 

Za zabójstwo grozi kara pozbawienia wolności od 8 do 25 lat lub dożywocie. Jednak w momencie orzeczenia niepoczytalności sprawcy w chwili popełnienia czynu, nie ponosi on odpowiedzialności karnej. Zgodnie z prawem w takiej sytuacji postępowanie jest umarzane.

 

Odebrał córkę z przedszkola i zabił

 

Jak ustalono, 16 kwietnia ubiegłego roku, w dniu zabójstwa Mariusz L. wyszedł na własne żądanie z oddziału detoksykacyjnego jednego z gdańskich szpitali. Do placówki zgłosił się sam i przebywał tam dwa dni. Po wyjściu poszedł do przedszkola po swoją córkę. W tym samym czasie, gdy znaleziono ciało dziewczynki, jej matka skontaktowała się z policją zaniepokojona losem córki, której nie zastała w przedszkolu.

Badania toksykologiczne wykazały, że w momencie zatrzymania mężczyzna był pod wpływem marihuany oraz środków - głównie uspokajających, zaordynowanych mu na oddziale detoksykacyjnym.

 

Rodzice dziewczynki żyli w konkubinacie, wcześniej mieszkali razem, ale od pewnego czasu przebywali w dwóch różnych miejscach.

 

PAP