- Do tej pory był jeden zakaz wstępu. Postawimy dodatkowe znaki w miejscach, które uznamy za uczęszczane przez spacerowiczów. W sumie będą trzy znaki - tłumaczy Pinkiewicz. Dodatkowe oznakowanie jest niezbędne, ponieważ na betonową konstrukcję, tzw. kierownicę, która przypomina falochron, można wejść nie tylko od jej początku, ale - jeśli nie ma wysokiej wody - i w innym miejscu, idąc po piasku. "Kierownice" zgodnie z nazwą mają za zadanie kierować nurt Wisły i niesiony przez nią materiał dalej w morze.

 

Pinkiewicz ma nadzieję, że znaki będą na tyle mocne, aby wytrzymać sztormy. - Bo na wandali nie damy rady się zabezpieczyć - dodaje.

 

Poza znakami ostrzegawczymi pojawi się też oznakowanie poziome. - Na kierownicy namalujemy komunikaty ostrzegawcze informujące, że ludzie przebywają w miejscu grożącym wypadkiem. Pojawią się w kilku miejscach, aby były widoczne, jeśli ktoś zechce spacerować po kierownicach - wyjaśnia Pinkiewicz.

 

 

Rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku nie ukrywa, że jego instytucja może liczyć głównie na zdrowy  rozsądek spacerujących. W praktyce bowiem karanie za wchodzenie na "kierownice" jest właściwie niewykonalne.

 

- Prawo wodne chroni obiekty hydrograficzne przed zniszczeniem. Ale trudno podejrzewać, że ktoś, kto tam chodzi, dewastuje. Policja musiałaby tam stać całą dobę i łapać. Jako właściciel możemy wystąpić, że ktoś wszedł i naruszył nasz teren, ale trudno wyobrazić sobie łapanie wszystkich i karanie - tłumaczy.

 

Wysoki płot sprawy nie załatwi

 

Na konstrukcjach nie można także postawić chroniącego do nich  dostęp ogrodzenia.

 

- Rzeka zimą pokrywa się lodem, który się piętrzy. Kra się gromadzi i przesuwa się w głąb zatoki. Lodołamacze niszczą zatory, bo jeśli woda się spiętrzy, to wylewa się górą. Dlatego kierownica ma obły kształt, aby ten lód kierować do zatoki, żeby się nie gromadził, a przesuwał - wyjaśnia Pinkiewicz i dodaje, że zimą konstrukcje są w całości pokryte lodem i krą. - Żadne ogrodzenie takiego naporu lodu nie wytrzyma - twierdzi.

 

 

Praktycznie niewykonalne jest także odgrodzenie terenu od lądu. - Trzeba by postawić kilkaset metrów ogrodzenia. Ląd jest tam dynamiczny zależnie od stanu wody. Jak woda jest niska, ląd przylega do kierownicy na dużym obszarze.

 

Chciał ratować, zginęli oboje

 

W niedzielę w połowie maja do Wisły tuż przy ujściu rzeki do Zatoki Gdańskiej wpadły dwie osoby - 16-letnia dziewczyna i mężczyzna, który ruszył jej na pomoc. Dziewczyna najprawdopodobniej poślizgnęła się na kierownicy. Mężczyzna próbę pomocy sam przypłacił życiem. Woda w miejscu wypadku miała ok. 4 metrów głębokości.

 

Ciała obu osob znaleziono dwa dni później.

 

polsatnews.pl