Po tragedii przy ujściu Wisły będzie więcej znaków ostrzegawczych

Polska
Po tragedii przy ujściu Wisły będzie więcej znaków ostrzegawczych
Kierownice przy ujściu Wisły, fot. rzgw.gda.pl
Kierownice przy ujściu Wisły do Zatoki Gdańskiej

- Chcemy wzmocnić przekaz ostrzegający. Poza zakazem wstępu będą też znaki informujące, że przebywanie w tym miejscu grozi wypadkiem - powiedział polsatnews.pl Bogusław Pinkiewicz, rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku. To reakcja na śmierć dwóch osób, z których jedna spadła do wody z betonowej konstrukcji przy ujściu Wisły.

- Do tej pory był jeden zakaz wstępu. Postawimy dodatkowe znaki w miejscach, które uznamy za uczęszczane przez spacerowiczów. W sumie będą trzy znaki - tłumaczy Pinkiewicz. Dodatkowe oznakowanie jest niezbędne, ponieważ na betonową konstrukcję, tzw. kierownicę, która przypomina falochron, można wejść nie tylko od jej początku, ale - jeśli nie ma wysokiej wody - i w innym miejscu, idąc po piasku. "Kierownice" zgodnie z nazwą mają za zadanie kierować nurt Wisły i niesiony przez nią materiał dalej w morze.

 

Pinkiewicz ma nadzieję, że znaki będą na tyle mocne, aby wytrzymać sztormy. - Bo na wandali nie damy rady się zabezpieczyć - dodaje.

 

Poza znakami ostrzegawczymi pojawi się też oznakowanie poziome. - Na kierownicy namalujemy komunikaty ostrzegawcze informujące, że ludzie przebywają w miejscu grożącym wypadkiem. Pojawią się w kilku miejscach, aby były widoczne, jeśli ktoś zechce spacerować po kierownicach - wyjaśnia Pinkiewicz.

 

 

Rzecznik Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej w Gdańsku nie ukrywa, że jego instytucja może liczyć głównie na zdrowy  rozsądek spacerujących. W praktyce bowiem karanie za wchodzenie na "kierownice" jest właściwie niewykonalne.

 

- Prawo wodne chroni obiekty hydrograficzne przed zniszczeniem. Ale trudno podejrzewać, że ktoś, kto tam chodzi, dewastuje. Policja musiałaby tam stać całą dobę i łapać. Jako właściciel możemy wystąpić, że ktoś wszedł i naruszył nasz teren, ale trudno wyobrazić sobie łapanie wszystkich i karanie - tłumaczy.

 

Wysoki płot sprawy nie załatwi

 

Na konstrukcjach nie można także postawić chroniącego do nich  dostęp ogrodzenia.

 

- Rzeka zimą pokrywa się lodem, który się piętrzy. Kra się gromadzi i przesuwa się w głąb zatoki. Lodołamacze niszczą zatory, bo jeśli woda się spiętrzy, to wylewa się górą. Dlatego kierownica ma obły kształt, aby ten lód kierować do zatoki, żeby się nie gromadził, a przesuwał - wyjaśnia Pinkiewicz i dodaje, że zimą konstrukcje są w całości pokryte lodem i krą. - Żadne ogrodzenie takiego naporu lodu nie wytrzyma - twierdzi.

 

 

Praktycznie niewykonalne jest także odgrodzenie terenu od lądu. - Trzeba by postawić kilkaset metrów ogrodzenia. Ląd jest tam dynamiczny zależnie od stanu wody. Jak woda jest niska, ląd przylega do kierownicy na dużym obszarze.

 

Chciał ratować, zginęli oboje

 

W niedzielę w połowie maja do Wisły tuż przy ujściu rzeki do Zatoki Gdańskiej wpadły dwie osoby - 16-letnia dziewczyna i mężczyzna, który ruszył jej na pomoc. Dziewczyna najprawdopodobniej poślizgnęła się na kierownicy. Mężczyzna próbę pomocy sam przypłacił życiem. Woda w miejscu wypadku miała ok. 4 metrów głębokości.

 

Ciała obu osob znaleziono dwa dni później.

 

polsatnews.pl

pr/dro/

Chcesz być na bieżąco z najnowszymi newsami?

Jesteśmy w aplikacji na Twój telefon. Sprawdź nas!

Komentarze