Pozew złożyła mieszkanka woj. pomorskiego. Kobieta w 2012 roku zainwestowała ponad 105 tys. złotych w spółkę Amber Gold. Stało się to już po tym, gdy w 2009 roku do prokuratury trafiło zawiadomienie od Komisji Nadzoru Finansowego. Wówczas śledczy nie dopatrzyli się znamion przestępstwa w działalności spółki i odmawiali wszczęcia śledztwa. Zarzuty dla prezesów Amber Gold Marcina i Katarzyny P. postawiono dopiero trzy lata później. Teraz poszkodowana domaga się odszkodowania dokładnie w tej kwocie, którą zainwestowała.

 

Lista świadków jest długa

 

Jej adwokat chce przesłuchania w tej sprawie m.in. byłego ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina czy byłego prokuratora generalnego Andrzeja Seremeta. W pozwie pojawiają się także inne nazwiska. Obrońcy pokrzywdzonej chcą, aby w procesie zeznawali prokuratorzy z Prokuratury Rejonowej Gdańsk Wrzeszcz i Okręgowej w Gdańsku. Chodzi także o byłego szefa Komisji Nadzoru Finansowego. Adwokaci zamierzają wykazać, że te konkretne osoby przez lata nie potrafiły dostrzec przestępstwa w działalności Amber Gold.
 
W ubiegłym roku sąd odrzucił pozew zbiorowy 167 klientów Amber Gold przeciwko Skarbowi Państwa. Zarzut klientów był podobny - prokuratura przez 2,5 roku nie stawiała zarzutów szefom spółki.

 

19 tys. oszukanych

 

Sam proces karny w sprawie Amber Gold trwa od 21 marca 2016 roku. Ruszył po blisko 4 latach śledztwa. To wszczęte zostało 3 lata po pierwszym zawiadomieniu o tym, że Amber Gold może być przestępczą spółką.

 

Według śledczych, Marcin P. i jego żona oszukali w latach 2009-12 w ramach tzw. piramidy finansowej w sumie niemal 19 tys. klientów spółki, doprowadzając ich do niekorzystnego rozporządzenia mieniem w wysokości prawie 851 mln zł. Prokuratura ustaliła, że spółka Amber Gold była tzw. piramidą finansową, a oskarżeni bez zezwolenia prowadzili działalność polegającą na gromadzeniu pieniędzy klientów parabanku.

 

Zdaniem śledczych, klienci od początku przy zawieraniu umów byli wprowadzani w błąd co do sposobu przeznaczenia zainwestowanych przez nich pieniędzy - zapewniano ich, że za pieniądze kupowane będzie złoto, srebro lub platyna, co potwierdzać miały wystawiane certyfikaty. Lokaty rzekomo miały być ubezpieczone i gwarantowane przez Fundusz Poręczeniowy AG, na który klienci musieli wpłacać 1 proc. wartości każdej lokaty.

 

Obok oszustwa znacznej wartości oskarżonym zarzuca się także pranie pieniędzy wyłudzonych od klientów parabanku. Oskarżeni wielokrotnie - według śledczych - przelewali je na różne konta bankowe m.in. spółek grupy Amber Gold oraz innych podmiotów i osób.

 

Jak ustalono, ostatecznie zainwestowane pieniądze przed upadkiem spółki odzyskało zaledwie ok. 3 tys. z prawie 19 tys. jej klientów - w sumie było to niemal 291 mln zł.

 

Polsat News, PAP