Van der Bellen z minimalną przewagą i ku powszechnemu zaskoczeniu zdobył głosy tych wyborców, którzy za wszelką cenę chcieli powstrzymać pochód do najwyższych urzędów Norberta Hofera i Heinza-Christiana Strache, kandydatów FPOe na prezydenta i kanclerza. "W takiej sytuacji przedstawianie wyniku wyborów jako zwycięstwa Zielonych, małej partii opozycyjnej, byłoby szydzeniem z wielu wyborców i pierwszą przeszkodą na drodze do rządów rzeczywiście ponadpartyjnego szefa państwa" - podkreśla "Die Presse".

 

Publicysta dziennika zwraca uwagę zagranicznym mediom, które "tak chętnie przedstawiają Austrię jako ostoję prawicowej ekstremy", że kraj ten "jako pierwszy na świecie na głowę państwa wybrał, i to w bezpośrednich wyborach, przedstawiciela Zielonych". Przypomina też, że w Austrii dotychczas nikt nie podpalił ośrodka dla uchodźców, co wielokrotnie miało miejsce w sąsiednich Niemczech, a Pegida (założony w Niemczech ruch antyislamski) poniosła sromotną porażkę, na dodatek w zeszłym roku i od początku bieżącego blisko 110 tys. osób złożyło wniosek o azyl.

 

Mimo przegranej wielki sukces Hofera

 

"Die Presse" zauważa jednak, że wynik wyborów prezydenckich to mimo przegranej Hofera wielki sukces dla niego i jego partii. "Za Van der Bellenem stanęła szeroka koalicja złożona ze znanych osobistości i przedstawicieli różnych ugrupowań, za Hoferem stoi tylko jego partia. Jeszcze nigdy kandydat opozycyjnego ugrupowania nie zdołał skupić na sobie tylu głosów. Hofer stał się alternatywnym kandydatem na urząd kanclerza wobec (szefa FPOe) Strachego" - podkreśla gazeta.

 

"Znak sprzeciwu wobec pochodu prawicy w Austrii"

 

Zdaniem dziennika "Der Standard" wynik wyborów prezydenckich to "głos za otwartością (kraju) na świat i zachowaniem dotychczasowego proeuropejskiego kursu". Wygrana Hofera sprawiłaby, że po raz pierwszy na czele kraju zachodniego stanąłby przedstawiciel skrajnej prawicy, co byłoby "sygnałem wychodzącym poza granice Austrii" - podkreśla gazeta, dodając, że wielu wyborców jako groźbę odebrało wypowiedź Hofera, że jeszcze się zdziwią, co można zdziałać na urzędzie prezydenckim.

 

Dziennik podkreśla, że wyborcza wygrana Van der Bellena to "znak sprzeciwu wobec pochodu prawicy w Austrii", ale za granicą została oceniona zgoła inaczej - jako kolejny krok w "zwycięskim pochodzie populistów", a Austria postrzegana jest jako "zwiastun zjawiska obserwowanego także w innych krajach Europy".

 

"Kleine Zeitung" ocenia, że Van der Bellen "swoje minimalne zwycięstwo (...) zawdzięcza po równi swemu łagodzącemu podziały charakterowi, jak i obawom (wyborców) przed skrajnie prawicowym prezydentem". "Van der Bellen (...) ma profesorski wdzięk, unika tendencyjnej politmowy i nie jest typem prowokatora, którego musieliby się obawiać prawicowi wyborcy"; ponadto jest "bardziej obliczalny w kwestii polityki europejskiej, nie szkodzi wizerunkowi Austrii na świecie i pozwala mieć nadzieję, że także w krajowej polityce nie będzie tworzył zawirowań".

 

Mrzonki o uspokojeniu dyskursu politycznego

 

Dziennik "Kurier" przewiduje, że ze strony przedstawicieli przegranej FPOe można spodziewać się kwestionowania wyniku wyborów, teorii spiskowych i powrotu do roli ofiary, podkreśla jednak, że po "zaskakującym i bardzo dobrym wyniku" partia ta powinna zacząć uprawiać poważną politykę. Według gazety w kraju daje się odczuć "zmiana nastroju" - "ludzie czekają na symbole nowego stylu rządzenia: rzeczowe decyzje zamiast dokuczania sobie nawzajem, firmowane osobiście decyzje zamiast potajemnych pertraktacji".

 

"Najważniejsze zadanie nowego prezydenta (...) brzmi prawie jak mrzonka - zaprowadzić spokojniejszy ton w politycznym dyskursie. (...) Kraj potrzebuje więcej poważnej polityki i mniej politycznego podżegania" - konkluduje "Kurier".

 

Wspierany przez Zielonych Van der Bellen otrzymał 50,35 proc. głosów, jego rywal, kandydat prawicowo-populistycznej FPOe Norbert Hofer - 49,65 proc.