Dzień wcześniej sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg powiedział, że planiści wojskowi NATO proponują rozmieszczenie kilku batalionów w krajach wschodniej flanki Sojuszu. Polscy dziennikarze pytali w czwartek Waszczykowskiego, czy jest to satysfakcjonujące dla strony polskiej. - Ciągle nie - odpowiedział minister.


Waszczykowski uczestniczy w Brukseli w dwudniowym spotkaniu ministrów spraw zagranicznych NATO. Po południu odbyły się dwie sesje - na pierwszej ministrowie podpisali zgodę na przystąpienie Czarnogóry do Sojuszu, na drugiej - omawiano ewentualne działania wobec zagrożeń z Bliskiego Wschodu i Afryki Północnej.


Pytany, czy nie boi się, że wzmocnienie południowej flanki NATO odbędzie się kosztem wschodniej, Waszczykowski powiedział, że nie ma takiej obawy. - Sojusz ma być skierowany we wszystkie strony. Tutaj nawet w żargonie używa się określenia 360 stopni. Wszystkie zagrożenia, chociaż są różne, muszą spotkać się z odpowiedzią Sojuszu, różną oczywiście - powiedział szef MSZ. Jak dodał, Sojusz musi znaleźć inne środki na południu, a inne na wschodzie.


"Zagrożenia ze wschodu – egzystencjonalne"


Zagrożeniami z południa nazwał głównie migrantów i uchodźców oraz terroryzm. - To są zagrożenia istotne, ale nie tak egzystencjonalne jak zagrożenia płynące ze wschodu - ocenił minister.


Wieczorem, podczas roboczej kolacji, tematem rozmów ministrów ma być Rosja i wschodnie sąsiedztwo NATO. Przed jej rozpoczęciem Waszczykowski zwrócił uwagę, że spotkanie Rady NATO-Rosja, które odbyło się w kwietniu po raz pierwszy od wybuchu kryzysu ukraińskiego, nie przyniosło żadnych efektów.


- Obie strony zostały przy swoim stanowisku. Nie ma tutaj zbliżenia. Rosja nie akceptuje tutaj naszej opinii, iż złamała prawo międzynarodowe i dokonała agresji wobec innego państwa - wyliczał minister.


- Będziemy rozmawiać, czy warto, co może przynieść kolejne spotkanie z Rosją, kiedy Rosja nie wykazuje żadnej chęci współpracy, nie wykazuje chęci zrealizowania porozumień mińskich. Część jednak sojuszników uważa - ze względu na możliwość współpracy z Rosją na południu - że takie spotkanie ma sens. Jestem otwarty na te argumenty. Być może przekonają - powiedział Waszczykowski.


Kilkuset żołnierzy w różnych krajach regionu


W lutym ministrowie obrony Sojuszu podjęli decyzję o wzmocnieniu obecności wojskowej na wschodniej flance NATO, czyli m.in. w Polsce. Zapowiedziano wówczas, że planiści przedstawią wiosną propozycje dotyczące tego, jakie i jak liczne siły mają być zaangażowane we wzmacnianie wschodniej flanki NATO.


W środę Stoletenberg poinformował, że wojskowi zaproponowali rozmieszczenie kilku batalionów (po kilkuset żołnierzy) w różnych krajach regionu. Sekretarz generalny podkreślił, że wciąż nie zapadła ostateczna decyzja dotycząca m.in. wielkości tych sił ani państw, do których miałyby one trafić, ale powiedział, że chodzi m.in. o kraje bałtyckie. Polskie MON podało we wtorek, że podjęło decyzję o wydzieleniu w 2016 roku do państw bałtyckich kompanii zmechanizowanej.


W lutym USA zapowiedziały, że w 2017 roku przeznaczą 3,4 mld dolarów na wzmocnienie wojskowej obecności w Europie Środkowo-Wschodniej. Jak donosiła prasa, ma to doprowadzić do tego, że USA będą utrzymywały w regionie siły stanowiące ekwiwalent brygady pancernej. Według szefa MON Antoniego Macierewicza trwają negocjacje z pozostałymi członkami Sojuszu w sprawie rozmieszczenia w naszej części Europy kolejnej, międzynarodowej brygady.


"Optymistyczne nastawienie" w Sztabie Generalnym WP


Zdaniem Stoltenberga muszą być to siły międzynarodowe, bo będzie to jasny sygnał, że atak na jednego sojusznika będzie atakiem na wszystkich. Jednocześnie sekretarz generalny NATO ocenił, że wszystkie kroki podejmowane przez Sojusz mają charakter defensywny, są proporcjonalne i w pełni zgodne z jego zobowiązaniami międzynarodowymi, w tym Aktem Stanowiącym NATO-Rosja z 1997 roku, który mówi, że w państwach członkowskich z Europy Środkowo-Wschodniej nie będzie znaczących sił.


Szef Sztabu Generalnego Wojska Polskiego generał Mieczysław Gocuł powiedział w środę po spotkaniu Komitetu Wojskowego NATO: "To była trudna, ale bardzo budująca dyskusja - pełne zrozumienie u sojuszników, masa użytych argumentów, których nie można zbić. Jestem bardzo optymistycznie nastawiony do rezultatów".


Pytany, w jakim stopniu ustalenia Komitetu Wojskowego zaspokajają potrzeby Polski, generał Gocuł powiedział, że "zawsze jest przedział, żeby określić rzeczy niezbędne, żeby można było powiedzieć, że Polska jest bezpieczna". - To się chyba udaje na tym etapie robić - dodał.

 

"Rząd nie jest stroną dyskusji z KE ws. TK"

 

To nie polski rząd, ale parlament powinien znaleźć odpowiedź na zastrzeżenia Komisji Europejskiej w sprawie sytuacji wokół Trybunału Konstytucyjnego i praworządności w Polsce - ocenił  Waszczykowski. Rząd nie jest stroną tej dyskusji - dodał.

 

- Stroną tej dyskusji jest parlament, bo to tam w ubiegłym roku, za poprzedniego parlamentu narodził się problem i parlament musi w drodze politycznego dialogu znaleźć odpowiedź na to - powiedział Waszczykowski o ultimatum .

 

- Rząd polski jest tutaj pośrednikiem, przekazuje dokumenty, umawia na rozmowy, telefonuje, itd. Natomiast cała decyzja i odpowiedź musi być w parlamencie - dodał.


Komisja Europejska upoważniła w środę swego wiceprzewodniczącego Fransa Timmermansa do przyjęcia w poniedziałek opinii na temat praworządności w Polsce, chyba że do tego czasu dojdzie do znaczących postępów, zmierzających do usunięcia zastrzeżeń dotyczących TK. Polska będzie mieć dwa tygodnie, by odpowiedzieć na opinię KE.


Waszczykowski pytany, jak polski rząd odpowie Komisji, odparł jednak, że "rząd polski nie odpowiada, bo rząd polski nie jest stroną tej dyskusji".


Od 13 stycznia KE prowadzi z Polską dialog na temat praworządności w związku z kryzysem wokół TK. Ewentualne przyjęcie w najbliższy poniedziałek opinii przez Timmermansa, podsumuje ten dialog. Jeśli odpowiedź Polski okaże się niesatysfakcjonująca, to KE przyjmie zalecenia, co będzie oznaczać drugi etap procedury ochrony praworządności. Na końcu tej drogi jest wniosek o stwierdzenie poważnego ryzyka naruszenia wartości UE przez kraj unijny. Do objęcia sankcjami państwa członkowskiego potrzebna jest zgoda wszystkich krajów UE.


W czwartek rzecznik Komisji Europejskiej Margaritis Schinas poinformował, że cały czas trwa "konstruktywny dialog" z polskimi władzami. Jak dodał, zachęcającym sygnałem jest to, że "w Polsce już rozpoczął się polityczny proces (w sprawie rozwiązania kryzysu wokół TK – red.), zakładający dialog pomiędzy partiami politycznymi". - Komisja ma nadzieję, że poprzez ten proces to sami Polacy zajmą się problemami, na które wskazaliśmy w projekcie opinii - powiedział Schinas.

 

PAP