Wicepremier, minister rozwoju odpowiadał na pytania prowadzącego debatę Jerzego Buzka, m.in. czy powodzenie gospodarcze może być czynnikiem spajającym Europę od nowa i jaką rolę mają w tym plany gospodarcze, takie jak dotyczący tej materii plan rządowy. Morawiecki zgodził się z tezą Buzka, że mocna gospodarka może ratować wspólną Europę.

 

"Jesteśmy otwarci na kapitał"

 

Wicepremier zaznaczył też, że wydarzenia w Europie i na świecie "o randze kryzysu" z ostatnich 8-9 lat świadczą, że "wszystkie dogmaty, którymi żyliśmy do tej pory, którymi żyłświat zachodni, a myśmy je przyjmowali trochę z dobrodziejstwem inwentarza i uznawaliśmy za nieomylne, w dużym stopniu zostały bardzo mocno zakwestionowane".

 

- Ten dogmat, że właściwie swobodny przepływ kapitału i kapitał bez narodowości jest zawsze dobry i pożądany - tutaj trzeba to zniuansować. Oczywiście, że bardzo chcemy tego kapitału (…), to ważne, że jesteśmy otwarci na kapitał, w tym również zagraniczny i różne inwestycje, ale jednak wiemy też dobrze po tych ośmiu latach kryzysu, jak trudne zjawiska mogą zadziać się w związku z nieuporządkowaniem tematu finansów, sektora bankowego czy szerzej rozumianego sektora finansowego - akcentował Morawiecki.

 

Wicepremier wskazał też na inny dogmat, że „państwo nie jest za bardzo do niczego potrzebne, że państwo to przeżytek". Nawiązując do sporu ojców - założycieli Stanów Zjednoczonych na ten temat ocenił, że dziś najsilniejsze państwa myślą i zachowują się jak Alexander Hamilton (wykorzystajmy siłę państwa), ale mówią jak Thomas Jefferson (jak najmniej państwa).

 

- My trochę też powinniśmy to wziąć pod uwagę, że co innego niektórzy możni, wielcy tego świata mówią, a co innego robią. I musimy dobrze rozpoznawać wyzwania czasu dzisiejszego - podkreślił Morawiecki.

 

Zupełnie nowa polityka monetarna

 

Ocenił też, że nastał "trochę nowy paradygmat polityki monetarnej", jakiego dotąd świat nie testował. Jak mówił, wobec kryzysu, który wszystkich zaskoczył, odpowiedź znalazły dotąd wyłącznie banki centralne: obniżając stopy, luzując politykę monetarną i "wdrażając coraz to nowe instrumenty polityki monetarnej, które utrzymują wzrost gospodarczy w okolicach zera, czasem nieco powyżej".

 

- Nie wiemy, dokąd nas zaprowadzi ta polityka gospodarcza oparta o tego typu nową zupełnie politykę monetarną - zaznaczył wicepremier. Wyjaśnił, że to dlatego rząd Beaty Szydło stawia na "mocną politykę gospodarczą, stabilny, zrównoważony budżet, stabilną politykę fiskalną i finansową, ale w zrównoważonym, solidarnym społeczeństwie".

 

- Czyli w taki sposób, aby owoce tego wzrostu były trochę inaczej dzielone niż do tej pory. (…) Po tych 26 latach rozwoju dość mocno obracającego się wokół założeń konsensusu waszyngtońskiego, trochę stawiamy pod znakiem zapytania niektóre dogmaty tego konsensusu waszyngtońskiego, czyli bardzo posunięta liberalizacja, czyli prywatyzacja wszystkiego - mówił Morawiecki, przypominając m.in., że 14 największych polskich firm to firmy z udziałem kapitału państwowego.

 

- Ten do niedawna jeszcze taki troszeczkę wstydliwy temat, (…) dzisiaj odzyskał swoją należytą wagę i jest dyskutowany. I my też szukamy tych właściwych proporcji w gospodarce - zastrzegł.

 

Minister rozwoju wymieniał również inne "znaki firmowe" obecnej ekipy rządowej - poza solidarnością i równomiernym rozwojem.

 

Filary rządowego planu

 

Przedstawiając koordynowany przezeń rządowy Plan na rzecz Odpowiedzialnego Rozwoju Morawiecki podkreślił, że bardzo ważna jest w nim elastyczność - "realizowana przez kilka elementów". Jednym z nich jest innowacyjna gospodarka - pozwalająca wyrywać się z "pułapki średniego dochodu, średniego wzrostu, ale też pułapki przeciętnego produktu" (w tym kontekście mówił m.in. o roli startupów oraz kwestii zatrzymania ich na różnych etapach rozwoju w kraju).

 

Drugim filarem planu jest industrializacja - rozumiana również w duchu polityki Komisji Europejskiej, uwzględniająca elementy gospodarki cyfrowej. Trzeci filar to "bardzo mocne postawienie na ekspansję, na eksport", co - jak zaznaczył Morawiecki - jest wspólnym mianownikiem krajów Europy Środkowej i Wschodniej, za małych by rozwijać się wyłącznie w oparciu o rynek wewnętrzny.

 

- Dodatkowo równomierny, bardziej sprawiedliwy rozwój - również w obszarach do tej pory zaniedbanych - ma być znakiem firmowym naszego planu - podkreślił wicepremier, akcentując rolę jakości wzrostu PKB.

 

Wzrost PKB

 

W tym kontekście wskazał, że sam wzrost "nie może być bożkiem bezrefleksyjnie uświęconym". - Musimy patrzeć też na skład PKB, jego jakość. Bo Grecja między 2000 r., a 2008 r. rozwijała się najszybciej w strefie euro. (…) Ale to nie był zdrowy wzrost - był za bardzo oparty o dług, o zadłużenie państwa, (…) bardzo mocno skorumpowany wzrost - powiedział.

 

- Jak popatrzymy sobie naokoło nas, na cały świat, to też widzimy mnóstwo różnych prawd, które do niedawna były aksjomatami, a dzisiaj one wszystkie upadły - podkreślił. Nawiązując do jednej z wypowiedzi szefowej rządu, że "PKB sobie do garnka nie włożymy" wyjaśnił, że należy "patrzeć na tego typu parametry wzrostu, żeby były jak najzdrowsze", aby przede wszystkim służyły przedsiębiorcom i obywatelom".

 

- Jak będziemy mieli takie pełne przekonanie, że ten wzrost to może mniej ważne, czy jest 3,5 proc. czy 5,5 proc., ale najważniejsze, abyśmy jak najszerzej korzystali z owoców tego wzrostu i żeby wzrost był zdrowy w środku, żeby nie zawierał w sobie przyszłych ziaren zniszczenia - skonkludował wicepremier.

 

PAP