Do tegorocznych egzaminów dojrzałości przystąpiło ponad 280 tys. absolwentów liceów i techników, czyli uczniów, którzy uzyskali pozytywne oceny ze wszystkich przedmiotów. Ilu w ogóle jest tegorocznych absolwentów obu tych typów szkół - tego nie wie na razie nawet ministerstwo edukacji narodowej.

 

- Ta liczba będzie znana we wrześniu po zebraniu danych do nowego Systemu Informacji Oświatowej - odpowiedziała nam Anna Ostrowska, rzeczniczka prasowa ministerstwa.

 

Tylko po porównaniu obu liczb - absolwentów, którzy ukończyli szkołę i tych z nich, którzy przystąpili do matury, będzie wiadomo, ilu zrezygnowało - z różnych powodów - z egzaminu dojrzałości. 

 

"Tajna" umowa

 

Z informacji, którymi podzielili się z nami m.in. użytkownicy Facebooka wynika, że bywa iż uczniowie klas maturalnych są poddawani swoistemu szantażowi. Zdarza się, że nauczyciele sugerują nastolatkom osiągającym gorsze wyniki w przedmiotach, które będą zdawać na maturze, by rezygnowali z egzaminu dojrzałości. W zamian otrzymają pozytywną ocenę z danego przedmiotu, czyli ukończą szkołę bez przeszkód, ale do matury nie podchodzą. Szkoły robią tak ponoć, aby niezdane matury nie popsuły im statystyk i miejsc w rankingach, o które się starają.

 

Takie sytuacje zdarzają się ponoć w wielu szkołach w całym kraju. Potwierdzili to internauci na naszym profilu na Facebooku. Oto kilka komentarzy na ten temat:

 

 

Wysłaliśmy pytania do dziewięciu losowo wybranych kuratoriów, spośród szesnastu, co wiedzą na ten temat. Na razie odpowiedziały nam trzy: małopolskie i mazowieckie, które znają problem. Trzecie, świętokrzyskie, odpowiedziało negatywnie.

 

Bezprawna deklaracja

 

Kuratorium Oświaty w Warszawie przyznało, że w styczniu otrzymało "formalne" zgłoszenie dotyczące "podejrzenia stosowania niewłaściwych procedur związanych z przystępowaniem uczniów do egzaminu maturalnego".

 

Wynika z niego, że "zdarzają się sytuacje, w których uczniowie są skłaniani do składania dodatkowych deklaracji o nieprzystępowaniu do egzaminu maturalnego w zamian za otrzymanie ocen pozytywnych na koniec roku szkolnego i ukończenie szkoły" - poinformował Andrzej Kulmatycki, rzecznik Kuratorium Oświaty w Warszawie.

 

Jak wyjaśnił, "listy z nazwiskami tych osób są przekazywane przez Dyrektorów do Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej". I bywa, że uczniom, którzy na początku roku szkolnego zgodnie z wymogami ustawy złożą "wstępną" deklarację, że zmierzają przystąpić do matury, po czym potwierdzają ją w lutym  (roku w którym odbywa się matura) - nie pozwala się zdawać egzaminu.

 

Mimo, że mają pozytywne oceny na świadectwie, choć - jak się okazuje - by je uzyskać podpisali kolejną, niezgodną z prawem deklarację.

 

"Zarówno ustawa, jak i rozporządzenie wykonawcze, nie przewidują składania dodatkowych deklaracji, w których uczeń/absolwent rezygnuje z prawa przystąpienia do egzaminu maturalnego. Jedynym powodem nieprzystąpienia do egzaminu maturalnego po złożeniu deklaracji ostatecznej jest nieukończenie szkoły przez ucznia, bądź niestawienie się w danym dniu na egzamin" - dodał Kulmatycki.

 

Postępowanie umorzone. Brak dowodów

 

Także Barbara Nowak, Małopolski Kurator Oświaty, w przesłanym do nas piśmie przyznaje, że "w poprzednich latach były kierowane telefoniczne, anonimowe sygnały i pytania dotyczące wywierania na uczniów klas maturalnych presji w celu spowodowania rezygnacji z przestąpienia do egzaminu maturalnego".

 

Nowak podała przykład. W 2012 roku małopolskie kuratorium poleciło rzecznikowi dyscyplinarnemu przeprowadzenie postępowania wyjaśniającego w sprawie obwiniania nauczyciela o to, że namawiał uczniów do cofnięcia deklaracji maturalnej, za co uczniowie mieli dostać pozytywne oceny z jego przedmiotu. Ostatecznie postępowanie to zostało umorzone z powodu braku dowodów.

 

Jednak małopolskie kuratorium oświaty wyciągnęło wnioski. Dyrektor Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Krakowie został poproszony o to, by zobowiązać dyrektorów szkół, by po terminie o którym mowa w rozporządzeniu ministra edukacji narodowej, to znaczy po 15 lutego roku szkolnego, w którym jest matura, ci nie mogli przyjmować od uczniów deklaracji lub oświadczeń o zamiarze rezygnacji z przystąpienia do matury.

 

"Z naszych doświadczeń wynika, że wskazana naganna praktyka jest niemożliwa do udowodnienia, przy czym przy jej stosowaniu naruszenia zasad etyki dopuszcza się zarówno nauczyciel, jak i uczeń deklarujący rezygnację z przystąpienia do egzaminu maturalnego w celu osiągnięcia doraźnej korzyści w postaci pozytywnej rocznej oceny klasyfikacyjnej" - brzmi fragment pisma wysłanego przez kuratorium do dyrektora Okręgowej Komisji Egzaminacyjnej w Krakowie.

 

Z podobnym liście Mazowiecki Kurator Oświaty 29 lutego przypomniał dyrektorom szkół średnich, jak wygląda procedura organizowania egzaminów gimnazjalnych.

 

Minister edukacji narodowej: bardzo niepokojące sygnały

 

Poruszaną przez nas sprawę komentowała również na antenie Polsat News minister edukacji narodowej Anna Zalewska. - Ministerstwo też otrzymuje takie sygnały. Są one bardzo niepokojące. Prosimy dyrektorów o wyjaśnienie tej sytuacji - powiedziała. Minister dodała, że jej resort zachęca młodych ludzi, by ci nie odpowiadali na takie propozycje nauczycieli, zaś ich rodziców - by ich w tym wspierali.

 

Zdaniem Anny Zalewskiej "w tej chwili poziom matury jest taki", że jej zdanie nie jest kwestią "skomplikowaną". - Zachęcałabym nauczycieli, szczególnie w tych bardzo ambitnych szkołach, by nie dyskwalifikowali młodych ludzi. Ich obowiązkiem jest wesprzeć takie działania, by przygotować do matury - podkreślała.

 

Co piąty nie zdał matury

 

Proceder, który - jak się okazuje - bywa praktykowany w polskich szkołach, ma na celu głównie wyeliminowanie problemu niezdanych egzaminów. Chodzi o to, by gorsi uczniowie, którzy mogą mieć problemy z maturą, z niej rezygnowali, dzięki czemu szkoła nie spadałaby w klasyfikacjach dot. "zdawalności" matur.

 

Z danych Centralnej Komisji Egzaminacyjnej wynika, że w ubiegłym roku egzaminy zdało 74 proc. maturzystów. Wynik ten był jeszcze gorszy od tego z 2014 r., który przez ekspertów był uznany za rekordowo zły.

 

W 2015 roku co piąty ze zdających (19 proc.) oblał tylko jeden przedmiot i mógł przystąpić do egzaminu poprawkowego pod koniec sierpnia. 7 proc. uczniów nie zdało więcej niż jednego egzaminu i poprawiać mogli się w czasie tegorocznych matur.

 

polsatnews.pl