W komunikacie NIK przypomniano, że dotacje z budżetu państwa nie pokrywają kosztów postępowania rekrutacyjnego. Dlatego uczelnie muszą je pozyskiwać we własnym zakresie. Ustalając opłatę rekrutacyjną rektorzy uczelni powinni się jednak kierować zapisami ustawy, zgodnie z którymi wysokość tej opłaty powinna obejmować faktyczne koszty niezbędnych czynności rekrutacyjnych.

 

Tymczasem - według NIK - część uczelni ustalała wysokość opłat rekrutacyjnych bez sporządzenia odpowiedniej kalkulacji kosztów. W efekcie opłaty pobierane od kandydatów na studia bywały zawyżane.

 

Izba zgłosiła też zastrzeżenia do sposobów wydawania środków pozyskanych z opłat rekrutacyjnych (także tych pobranych nienależnie). Stwierdziła również kłopoty ze zwalnianiem studentów z opłat. Uczelnie co prawda wypełniły ustawowy obowiązek określenia warunków zwolnień, ale przyjęte zasady w praktyce ograniczały lub utrudniały skorzystanie z tych zwolnień.

 

Najwyższa Izba Kontroli zwróciła się do ministra nauki i szkolnictwa wyższego o określenie ramowego wykazu niezbędnych elementów, które należy uwzględniać przy ustalaniu opłaty za postępowanie związane z przyjęciem na studia.

 

Odpowiedź Gowina

 

Wicepremier i minister nauki i szkolnictwa wyższego Jarosław Gowin powiedział, że do raportu NIK podchodzi "w sposób powściągliwy", bo skala nieprawidłowości wytknięta przez organ kontrolny jest "naprawdę niezwykle znikoma". Zapowiedział, że zwróci się do uczelni wyszczególnionych w raporcie o odniesienie się do stawianych zarzutów.

 

- Jeżeli ktoś chciałby mnie namawiać, żebym ja zwiększył kontrolę na uczelniach, to mówię zdecydowanie - nie, dlatego, że i tak uczelnie poddane są bezustannym kontrolom - powiedział Gowin w Krakowie. Jak przypomniał, raport dotyczy okresu poprzedzającego rządy PiS.

 

Z kolei wnioski NIK skierowane do rektorów szkół wyższych dotyczą rzetelnego określania wysokości opłat za postępowanie związane z przyjęciem na studia na danym kierunku i określonym poziomie kształcenia.

 

W ocenie NIK należy dostosować wewnętrzne regulacje uczelni dot. zwalniania z opłat studentów. Chodzi o to, by nie blokować wsparcia studentów, którym pomoc jest potrzebna.

 

"Nieetyczna polityka uczelni"

 

- Uczelnie napychają swoje budżety pieniędzmi zwykłych studentów - skomentował rzecznik prasowy Niezależnego Zrzeszenia Studentów Tomasz Leś. - Rektorzy powinni pamiętać, że edukacja w Polsce jest bezpłatna, a opłaty za studia niestacjonarne powinny być naliczane sprawiedliwie tak, aby każdy młody człowiek niezależnie od stanu majątkowego miał dostęp do rynku szkolnictwa wyższego - zaznaczył.

 

Leś zwrócił uwagę na wysokie koszty utrzymania dla osób, które studiują w miejscu innym niż rodzinne. Według niego ważne powinno być wyrównanie szans osób z małych miejscowości i z wielkich ośrodków. - Niestety nieetyczna polityka uczelni często w tym nie pomaga. Potrzebujemy mobilizacji całego środowiska: kadry akademickiej, ministerstwa, studentów, aby zwalczyć patologie, o których mówi Najwyższa Izba Kontroli - dodał.

 

Ustalenia kontrolerów NIK

 

Raport NIK pokazał, że bez sporządzenia odpowiedniej kalkulacji kosztów ustalano wysokość opłaty za postępowanie związane z przyjęciem na studia np. na Uniwersytecie Jana Kochanowskiego (UJK) w Kielcach (w latach 2014/2015 - 2015/2016) i na Uniwersytecie Ekonomicznym (UE) w Poznaniu (do roku akademickiego 2013/2014). Na tych uczelniach przyjęto maksymalną stawkę, 85 zł, wynikającą z wydawanych corocznie rozporządzeń resortu nauki. P

 

Ponadto na UE w Poznaniu, Politechnice Wrocławskiej i AWF w Warszawie, koszty procesu rekrutacji były nierzetelnie kalkulowane i rozliczane, co stanowiło naruszenie przepisów ustawy Prawo o szkolnictwie wyższym - ustalili kontrolerzy.

 

Pobierając od kandydatów na studia zawyżone opłaty rekrutacyjne, skontrolowane uczelnie uzyskały w latach akademickich 2014/2015 i 2015/2016 prawie 900 tys. zł dodatkowych, nienależnych przychodów - ustaliła NIK. Wskazała też m.in., że opłata rekrutacyjna pobrana przez AWF w kontrolowanym okresie obejmowała testy sprawności fizycznej, których ostatecznie nie przeprowadzono.

 

W części wypadków pieniądze z opłat rekrutacyjnych uczelnie przeznaczyły na zadania, których - zdaniem NIK - nie można uznać za czynności niezbędne w procesie rekrutacji.

 

W komunikacie NIK zwrócono również uwagę, że od 2005 r. (kiedy egzamin maturalny zastąpił egzamin wstępny na studia) uczelnie nie ponoszą dodatkowych kosztów związanych z przygotowaniem i przeprowadzaniem egzaminów wstępnych.

 

Skontrolowane uczelnie generalnie zapewniły studentom studiów niestacjonarnych I i II stopnia warunki kształcenia porównywalne ze studiami stacjonarnymi na wybranych do badania kierunkach studiów. Jednakże dwie skontrolowane uczelnie (UJK w Kielcach i UE w Poznaniu) nierzetelnie sporządzały kalkulację kosztów kształcenia na studiach niestacjonarnych: nie doszacowały tych kosztów lub zawyżały opłaty.

 

NIK stwierdziła również, że cztery uczelnie nieskutecznie egzekwowały od studentów nieuiszczone opłaty za świadczone usługi edukacyjne. W efekcie w latach 2012-2015 część należności (ponad 1,2 mln zł) uległa przedawnieniu.

 

Kontrolę przeprowadzono w pięciu uczelniach (AWF w Warszawie, Politechnikach Warszawskiej oraz Wrocławskiej oraz na Uniwersytetach: Ekonomicznym w Poznaniu i Jana Kochanowskiego w Kielcach) pomiędzy czerwcem a wrześniem ub. r.

 

PAP