Na jego najgroźniejszego rywala, biznesmena Luisa Abinadera głosy oddało ok. 35 proc. wyborców. O urząd prezydenta ubiegało sięłącznie ośmiu kandydatów.

 

Jeśli wynik ten potwierdzi się zbędna będzie druga tura wyborów, która była przewidziana na czerwiec. Nie czekając na ostateczne wyniki ulicami stolicy kraju Santo Domingo przejechała w nocy z niedzieli na poniedziałek kawalkada samochodów ze zwolennikami Mediny, którzy trąbiąc i nadając głośną muzykę wyrażali radość ze zwycięstwa ich kandydata.

 

Równolegle z wyborami prezydenckimi odbywały się wybory do obu izb Kongresu Narodowego (parlamentu) - Senatu i Izby Deputowanych oraz do władz lokalnych.

 

Wybory uważane były za referendum nad rządzącą Dominikańską Partią Wyzwolenia (PLD), która od 2004 r. kontroluje parlament i której kandydaci wygrali cztery z pięciu ostatnich wyborów prezydenckich.

 

Niedociągniecia organizacyjne 

 

Z powodu niedociągnięć organizacyjnych i kłopotów z nowym systemem identyfikacji wyborców za pomocą odcisków palców, przed lokalami wyborczymi tworzyły się długie kolejki. Na oddanie głosu często trzeba było czekać wiele godzin.

 

Z powodu tych trudności przedłużono głosowanie do godz. 19 czasu lokalnego (24 czasu polskiego). Ostateczne wyniki wyborów oczekiwane są w poniedziałek.

 

Głosowanie zakłóciła też strzelanina w jednym z lokali wyborczych oraz protesty mniejszych partii kwestionujących metodę liczenia głosów.

 

"Postęp i stół pełen żywności dotrą do każdego"

 

Przed wyborami 64-letni Medina zapowiadał, że nie ustanie w wysiłkach aż "postęp i stół pełen żywności dotrą do każdego".

 

Jego rywal Abinader obiecywał podwojenie wydatków na cele socjalne i walkę z przestępczością. Zarzucał też obecnemu prezydentowi korupcję w związku z budową elektrowni prowadzoną przez brazylijski koncern Grupo Odebrecht.

 

Gospodarka Dominikany zalicza się do najszybciej wzrastających w Ameryce Łacińskiej jednak poziom ubóstwa jest wciąż wysoki. Ocenia się, że ok. 40 proc. obywateli Dominikany cierpi niedostatek. Mimo to Dominikana, która w dużej mierze utrzymuje się z turystyki, jest bogatsza niż sąsiednie Haiti.

 

PAP