- Na podstawie tego, co widzieliśmy, nie można obarczyć winą kierowcy. Wjechał na przejazd kolejowy, kiedy rogatki były podniesione. Kiedy go opuszczał, rogatki zamknęły mu się na kabinę samochodu. Zatrzymał się, próbował odbić w prawo, by nie uszkodzić tych rogatek. I wtedy poczuł uderzenie pociągu. Gdyby maszynista trąbił do ostatniej chwili i hamował skutecznie, skutki byłyby mniejsze, niż to co widzieliśmy na filmach od Kolei Wielkopolskich - powiedział Polsat News Wojciech Szkudlarek, właściciel uszkodzonego samochodu i pracodawca kierowcy.

 

Z informacji, które pojawiły się tuż po wypadku wynikało, że samochód ciężarowy wjechał na tory przy zamkniętych półrogatkach. Na lokalnym przejeździe kolejowym w ogóle nie powinno go być, gdyż przejazd jest dostępny tylko dla samochodów osobowych.

 

Zaś maszynista Mateusz Szymański, który pracuje na kolei od 4 lat, zdając sobie sprawę, że wypadek jest nieunikniony, miał kilka sekund na reakcję i ostrzeżenie 100 pasażerów, podróżujących tego dnia pociągiem.

 

- Maszynista mógł zminimalizować konsekwencje wypadku. Kierowca nie powinien się zatrzymać, tylko wyłamać szlaban, ale jest jeszcze trzecia rzecz: infrastruktura kolejowa - czynniki, które doprowadziły do wypadku wyliczał Wojciech Szkudlarek.

 

Mężczyzna chce, by prokuratura sprawdziła, czy pociąg nie jechał zbyt szybko i czy czas zamykania się szlabanu nie stwarza zagrożenia. Szkudlarek chce także przeprowadzenia eksperymentu dotyczącego czasu hamowania i przekroczenia dozwolonej prędkości przez szynobus.

 

Podkreśla, że mimo iż o nagranie z monitoringu wewnątrz maszyny poprosił przedstawicieli kolei tuż po wypadku, to kolej przekazała je mediom kilkanaście dni później.

 

Polsat News