Besigye, mający wykształcenie medyczne, był osobistym lekarzem Museveniego podczas wojny partyzanckiej, która obecnego prezydenta wyniosła do władzy w 1986 r. Piastował potem różne stanowiska rządowe, został pułkownikiem sił zbrojnych, ale w 1999 roku zerwał z Musevenim.


Besigye ubiegał się o prezydenturę w 2001 roku, obiecując bardziej demokratyczne rządy. Od tego czasu w kolejnych wyborach rzucał wyzwanie Museveniemu. Obecnie twierdzi, że to on, a nie Museveni, wygrał lutowe wybory i wzywa swych zwolenników do kampanii sprzeciwu wobec władz.


Aresztowano go w środę w Kampali, w przededniu objęcia przez Museveniego urzędu prezydenta na piątą kadencję i przewieziono na północny wschód kraju. W piątek został oskarżony o zdradę.


Międzynarodowy Trybunał Karny "bandą bezużytecznych ludzi"


W czwartek prezydent Museveni rozpoczął czwartą dekadę u władzy, składając ślubowanie. Na honorowych trybunach zasiedli m. in. prezydenci Kenii, Zimbabwe i RPA - Uhuru Kenyatta, Robert Mugabe i Jakob Zuma. W ceremonii ślubowania wziął udział również ścigany listem gończym przez Miedzynarodowy Trybunał Karny (MTK) prezydent Sudanu Omar el-Baszir.


Uganda podpisała Statut Rzymski, więc jest prawnie zobligowana wydać Baszira, oskarżonego o zbrodnie wojenne w Darfurze, w ręce Trybunału Haskiego. Jednak Museveni w swym przemówieniu wyrażał uznanie dla Baszira, a MTK nazwał "bandą bezużytecznych ludzi." Na te słowa oburzeni dyplomaci ze Stanów Zjednoczonych, Unii Europejskiej i Kanady wyszli z uroczystości.


Militarny sojusznik USA


Ceremonię urozmaiciły występy ludowych tancerzy. Nad stolicą odbył się pokaz lotniczy z udziałem myśliwców produkcji rosyjskiej. Uganda jest dla Rosji jednym z obiecujących rynków zbytu broni.


Oba kraje od kilku lat zacieśniają stosunki. W lutym 2015 roku rząd ugandyjski podpisał kontrakt wart 2,5 mld dolarów na budowę rafinerii i rurociągu z rosyjskim konsorcjum RT Global Resources, które zostało obłożone sankcjami przez Stany Zjednoczone za działania Moskwy na Ukrainie.


Na razie Uganda pozostaje jednak militarnym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych w regionie. Armia ugandyjska uczestniczy w misjach wojskowych przeciwko islamistycznej partyzantce Al-Szabab w Somalii. Obecna jest również w Sudanie Południowym, Republice Środkowoafrykańskiej i Demokratycznej Republice Konga, gdzie ugandyjscy żołnierze wraz z amerykańskimi komandosami od czterech lat bezskutecznie ścigają przywódcę brutalnej Armii Bożego Oporu - Josepha Kony'ego.


"Wsadzanie palca w tyłek leoparda"


Jednak wybory które, odbyły się w lutym, mocno nadwerężyły stosunki Ugandy z Zachodem. Międzynarodowi obserwatorzy z Unii Europejskiej wytknęli wiele nadużyć i nieprawidłowości w procesie wyborczym.


Zdaniem rządzącego Ugandą od 30 lat Narodowego Ruchu Oporu, Museveni bezsprzecznie wygrał wybory zdobywając ponad 60 proc. głosów. Jednak opozycja na czele z Besigye, który oficjalnie zdobył 35 proc. poparcia,  nie uznała wyników. I przegrała sprawę w Sądzie Najwyższym.


- Atakowanie zwolenników partii rządzącej, to jak wsadzanie palca w tyłek leoparda, wiadomo że będzie problem - powiedział pod koniec kampanii wyborczej Museveni, zyskując tym samym przydomek "Leopard". I "Leopard", po kontrowersyjnych wyborach, nie cacka się z opozycją.


Blokada mediów społecznościowych


Od lutego Kizza Besigye i kilku innych członków Forum na rzecz Demokratycznej Zmiany (FDC) większość czasu spędza w aresztach domowych. W kraju wprowadzono również zakaz demonstracji, a mediom pod groźbą utraty licencji zakazano relacjonowania na żywo protestów opozycji. Na czas prezydenckiego ślubowania zablokowano również dostęp do mediów społecznościowych. Po raz pierwszy Facebook, Twitter i Whatsup zostały zablokowane podczas wyborów. Policja i wojsko rozpędzały wtedy demonstracje gazem łzawiącym, którego Uganda jest największym importerem w Afryce. Według opozycji zginęło ponad 200 osób.


- Rząd doskonale wie, że Museveni nie został uczciwie wybrany przez większość mieszkańców. Stąd obawy że obywatele zorganizują się online i doprowadzą do powstania, podobnego do arabskiej wiosny - powiedział agencji Reutera Jeff Wokulira Ssebaggala, dyrektor ugandyjskiej organizacji "Unwanted Witness" walczącej o wolność słowa.

 

PAP