- Oczywiście wiem, że rosyjska agencja antydopingowa robi wszystko i jest zaniepokojona kolejnymi raportami, ale nie wierzę w to i jest mało prawdopodobne, by przed igrzyskami wszystkie problemy zostały rozwiązane i wszystko działało tak jak powinno - powiedział w wywiadzie dla BBC.


Zapewnił, że raport z działań Rosjan zostanie wysłany do Międzynarodowego Komitetu Olimpijskiego (MKOl), jak i do Międzynarodowego Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF). To te instytucje muszą podjąć decyzję, czy dopuszczą rosyjskich sportowców do udziału w igrzyskach w Rio de Janeiro.


Zorganizowany system dopingu


13 listopada 2015 roku Rosja została tymczasowo zawieszona w prawach członka Międzynarodowe go Stowarzyszenia Federacji Lekkoatletycznych (IAAF). Był to wynik ujawnionej afery dopingowej, w której m.in. zarzucono władzom tego kraju tuszowanie pozytywnych wyników badań.


Rosjanie, oskarżani o stworzenie zorganizowanego systemu dopingu, zostali tymczasowo wykluczeni ze wszystkich zawodów, łącznie z igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro. Decyzja została podjęta przez zwołaną w trybie awaryjnym Radę IAAF. Członkowie brali w niej udział dzięki telekonferencji, a przewodniczył jej szef tej organizacji Brytyjczyk Sebastian Coe.


Kilka dni wcześniej Światowa Agencja Antydopingowa (WADA) odebrała akredytację laboratorium w Moskwie. Jednym z powodów - jak napisano w oświadczeniu - są potwierdzone przypadki "bezpośredniego ingerowania" władz Rosji w przebieg procesu badawczego.


Jak ustalono, dyrektor moskiewskiego laboratorium Grigorij Rodczenkow, który po wykryciu afery podał się do dymisji, miał zlecić zniszczenie 1417 próbek w grudniu 2014 roku, na kilka dni przez zapowiedzianym audytem wyznaczonym przez WADA.